poniedziałek, 21 sierpnia 2017

[013] King's Crown: Himbeer-Vanille


(kliknij żeby powiększyć)



Dzień dobry!

            Okazało się, że jednak mam inne herbaty waniliowe – oprócz tej wczorajszej miałam jeszcze dzisiejszą (czarną) i została jeszcze jedna (znów czerwona). Zawiodłam się wczoraj na poziomce z wanilią, więc dzisiaj postanowiłam pozwolić wanilii od King’s Crown uratować honor, i zaparzyłam malinowo-waniliową.

            Zapach tej herbaty jest wręcz obłędny! Pachnie po zaparzeniu jak babka z malinami, którą piekłam w zeszłym roku tuż po jedynych zbiorach malin, w jakich uczestniczyłam. Herbata nie pachnie wanilią, nie pachnie malinami, ale pachnie ciastem z malinami. Zapach jest świetny!

            Honor chyba dało się uratować, bo smak też wyczułam, a jakby tego było mało – nie da się nie zauważyć, że jest bardzo dobry, mimo że bardzo kwaśny. Nie zmuszałam się jednak do picia czystej herbaty – bez skrupułów dosypałam pół łyżeczki cukru i został tylko lekko kwaskowy posmak, oprócz tego świetnego smaku malin. Wanilii prawie nie czuć – stanowczo przeważają maliny, ale nie takie czyste maliny, tylko z lekko słodką, ale bardziej aromatyczną niż smakową domieszką. Herbata jest naprawdę świetna, i zastanawiam się od czego to zależy, bo piłam trzy herbaty z tej serii – dwie były super, jedna nijaka. Aż nie mogę doczekać się czwartej… ;)

            Zauważyłam, że saszetki herbat z tej firmy są prawie takie same – różnią się tylko kolorami (czerwona ma brązowe saszetki, czarna czerwone, zielona zielone, a biała żółte – zupełnie nieintuicyjny dobór kolorów). To sprawia, że łatwo się pomylić, bo nie da się ich odróżnić na pierwszy rzut oka, a ponieważ nazwy smaków i kolorów są tylko po niemiecku, to na drugi rzut oka też nie da się odróżnić maliny od poziomki albo czerwonej herbaty od czarnej. Zazwyczaj nie da się też nawet od razu stwierdzić z jakim owocem ma się do czynienia, jeśli nie zna się niemieckiego. To spora wada tych herbat.

            Druga wada to brak informacji o temperaturze wody, którą trzeba zalać torebkę – znowu nic nie było napisane na ten temat. Dobrze chociaż, że jest narysowany czas parzenia – w tym przypadku waha się od pięciu do ośmiu minut (ja oczywiście trzymałam osiem). Zauważyłam też, że zazwyczaj herbaty, które mam mają wagę 1.5 albo 2 gramów – ta miała aż 3 gramy, czyli dwa razy więcej niż przeciętnie mają torebki. To ciekawe, bo cena za 25 sztuk jest taka sama jak w przypadku innych tej firmy.

            Ogólnie rzecz biorąc: polecam! Ale przy kupnie zwracajcie uwagę na rysunki na opakowaniach, bo jeśli tego nie zrobicie, to możecie wyjść ze sklepu nie z tą paczką, po którą przyszliście, bo kartoniki też są bardzo podobne – różnią się tylko rysunkami smaków :)

             
Podsumowując: na pewno kupię ponownie.
Opakowanie: 4/10 – papierowa saszetka i znowu tylko po niemiecku
Cena: 8/10 – 4.99, w pudełku jest 25 saszetek, czyli 20 gr za sztukę
Zapach: 10/10 – ładny, intensywny jak świeżo wyjęte z piekarnika ciasto z malinami
Smak na ciepło: 7/10 – mocno czuć kwaśne maliny, lekko czuć wanilię
Smak na zimno: 7/10 – bez zmian, herbata nadal jest bardzo dobra


Ocena ogólna: 8/10