Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 07/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 07/10. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 maja 2018

[055] Lipton: Gruszka + czekolada





Dzień dobry!

            Dawno nie było recenzji, ponieważ komputer zakończył swój żywot – reanimacja i stabilizacja trochę trwają. Jeszcze nie jest całkiem dobrze, ale już wiemy co mu dolega, więc ufam, że będzie tylko lepiej…

            Dzisiaj w kubku coś, na co zawsze mam ochotę w niedzielę po południu, czyli słodycze – zawsze to lepiej napić się herbaty o smaku ciasta niż zjeść ciasto, prawda? ;) No właśnie. Tym razem wybór padł na gruszkę w czekoladzie chyba dlatego, że pudełko było najbliżej… Herbatę tę należy zalać wrzątkiem i trzymać w kubku od dwóch do trzech minut – ja, jak zwykle zresztą, trzymałam przez trzy.

            W pudełku znajdują się piramidki z herbatą, które pachną intensywnie gruszkami już po uchyleniu wieczka. Zapach jest bardzo ładny i bardzo naturalny, i wzmaga się po zalaniu torebki wodą. Nie udało mi się wyczuć czekolady, za to pierwsze co mi przyszło na myśl po zaciągnięciu się zapachem, to owoce pieczone z kruszonką i cukrem pudrem – ta herbata pachnie dokładnie tak, jak jesienne gruszki kruszonką…

            Smakiem byłam mile zaskoczona, ponieważ jest bardzo podobny do zapachu. Intensywnie czuć gruszki i tę taką waniliową kruszonkę, którą moja mama dodaje do zapiekanych jabłek. Nie czuć niestety obiecanej czekolady, ale skoro herbata jest smaczna, to nie jest to dla mnie aż takim wielkim problemem.

           
             
Podsumowując: raczej kupię ponownie.
Opakowanie: 3/10 – pudełko z torebkami leżącymi luzem, czyli bez saszetek
Cena: 8/10 – 6.99, w pudełku jest 25 saszetek, czyli 28 gr za sztukę
Zapach: 7/10 – ładny, ale tylko częściowo zgodny z zapowiedzią
Smak na ciepło: 7/10 – dobry, ale też tylko częściowo zgodny z opisem
Smak na zimno: 7/10 – bez zmian

Ocena ogólna: 7/10

wtorek, 27 marca 2018

[053] Bifix: Zielona





Dobry wieczór

            Dzisiaj w moim kubku koło ratunkowe w postaci zielonej herbaty bez dodatków. Tak koszmarnie boli mnie żołądek, że w pracy myślałam, że nie wytrzymam… Po całym dniu głodówki dolegliwości nie ustały, więc ostatnia nadzieja w zielonej herbacie. Recenzja przy okazji, bo nie mam herbaty nieprzeznaczonej na recenzje, a jakąś musiałam zaparzyć.

A więc… Herbata pachnie bardzo nieprzyjemnie. Jeśli ktoś lubi ten specyficzny, gorzki zapach herbaty, to powinien mu się spodobać również i ten aromat, bo herbata jest bardzo mocno wyczuwalna – nie ma żadnego zaciemniacza zapachu w postaci owoców lub innych dodatków – został zapach czystych (mam nadzieję!), zmokłych liści. Bardzo go nie lubię, ale nie powiem, żebym się tego nie spodziewała…

Jeśli chodzi o smak, to również jak na zieloną herbatę jest bardzo mocny. Torebkę należało zalać wodą o temperaturze od siedemdziesięciu do osiemdziesięciu pięciu stopni – u mnie miała osiemdziesiąt – i trzymać we wrzątku od dwóch do trzech minut – ja trzymałam trzy, żeby była mocna i żeby działała tak jak powinna. Po tylu wypitych herbatach już się odrobinę przyzwyczaiłam do tego smaku, ale wciąż nie mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że go lubię. Nie przeszkadza mi aż tak mocno jak kiedyś, ale wciąż nie jest to coś, co chętnie piłabym dla przyjemności. Smak jest jednak intensywny i wyraźny, a to dla fanów na pewno będzie plusem. Czyli wniosek z tego taki, że jeśli ktoś lubi zieloną herbatę, to Bifix jest całkiem dobrym wyborem – a jeśli ktoś nie lubi, to nie polecam, bo nie da się nie zauważyć, że nie ma tam dodatków…


             
Podsumowując: nie kupię ponownie.
Opakowanie: 8/10 – foliowe, zgrzane, szczelne
Cena: 7/10 – 6.00, w pudełku jest 20 saszetek, czyli 30 gr za sztukę
Zapach: 6/10 – gorzki, intensywny
Smak na ciepło: 8/10 – mocno wyczuwalny, typowy smak zielonej herbaty
Smak na zimno: 7/10 – trochę mniej gorzki

Ocena ogólna: 7/10

sobota, 24 marca 2018

[052] Irving: Melon + śliwka




Dzień dobry,

            Dawno nie było żadnej recenzji. Powody tego stanu rzeczy są dwa: po pierwsze – chciałam żeby post z wynikami konkursu (-> klik <-) odswisiał swoje, a po drugie chciałam poczekać na feedback od dziewczyn, które wygrały nagrody za udział w konkursie, bo dzisiaj recenzuję tę herbatę, którą im wysłałam. Dzisiaj jednak uznałam, że czas najwyższy napić się herbaty. Miałam na nią wyjątkowo dużą ochotę, bo całe przedpołudnie i dużą część popołudnia spędziłam na zwiedzaniu i zmarzłam na kość! Jednak nie jest jeszcze aż tak ciepło i wiosennie jak się wydawało zza okna… Ale do rzeczy.

            Herbata jest biała – należało zalać ją wodą, która miała od osiemdziesięciu do dziewięćdziesięciu stopni (moja według wyliczeń miała osiemdziesiąt pięć) i w teorii należało trzymać torebkę w wodzie od dwóch do trzech minut. Ja jednak – nauczona doświadczeniem nabytym przy poprzedniej białej, owocowej herbacie tego producenta – postanowiłam zostawić ją w kubku na dłużej, a konkretnie: aż do wypicia całości.

            Herbata po wyjęciu z saszetki pachnie bardzo delikatnie – gdybym nie wiedziała, że ma być o smaku melona i śliwki, to śliwki na pewno bym nie wyczuła. Melona nie wyczułam mimo że wiedziałam, więc jeśli zapach jest, to naprawdę bardzo, bardzo słaby. Inaczej sprawa wygląda po zalaniu herbaty wodą – wtedy zapach jest o wiele bardziej intensywny. Bardzo wyraźnie czuć śliwkę. Melona niestety w zapachu nie wyczułam nawet po zalaniu wodą. Nie jestem wielką fanką melona, ale jeszcze nie piłam melonowej herbaty, więc przygotowując tę konkretną jednak miałam nadzieję na to, że ten melon tam będzie.

            W smaku herbata jest bardzo ciekawa. Nie czułam śliwki, a melona dość słabo – to raczej był posmak zostający w ustach niż smak przy piciu płynu, ale był za to naprawdę interesujący. Trochę jak ta część melona, która jest tuż przy skórce. Z tego co pamiętam z wiadomości od Darietty i Marionetki, to Marionetka opisała smak tak samo jak ja (a raczej ja tak samo jak ona, bo ona piła ją pierwsza), czyli twierdziła, że czuć melona, a śliwki nie i oceniła ją na 5/10. Z Dariettą było zupełnie inaczej, bo twierdziła, że i w smaku i w zapachu czuć i melona i śliwkę, a całą herbatę oceniła na 8/10. To mi się zawsze podobało we wszystkich łączonych recenzjach – każdy ma ten sam smak herbaty i każdy odczuwa i ocenia go inaczej.

            Moim zdaniem herbata jest ciekawa – powtórzyłam to dzisiaj już chyba trzeci raz, ale to najlepszy przymiotnik, jakim mogę ją określić. Jest całkiem dobra, choć nie aż tak, żebym chciała kupić następne opakowanie, gdy to mi się skończy. Pachnie połową owoców z opakowania, smakuje drugą połową. Czy razem jest zgodna z opisem? Chyba nie, ale to tak czy siak jedna z lepszych.

             
Podsumowując: raczej nie kupię ponownie.
Opakowanie: 8/10 – pudełko z saszetkami
Cena: 6/10 – 7.99, w pudełku jest 18 torebek, czyli 44 gr za sztukę
Zapach: 6/10 – intensywny, ale połowicznie zgodny z opisem
Smak na ciepło: 8/10 – niezbyt intensywny, ale dobry
Smak na zimno: 8/10 – bez zmian

Moja ocena: 7/10
Darietty: 8/10
Marionetki: 5/10

Ocena ogólna: 7/10

środa, 21 lutego 2018

[51] Vitax: Gruszka + melisa


(kliknij żeby powiększyć)



jeśli to ostatni w życiu dzień, jeśli jutra nie ma być na pewno…
…z każdym łykiem żal mi coraz mniej – jest mi doskonale wszystko jedno…


            …a przynajmniej miałam nadzieję, że tak będzie, gdy wypiję kubek ciepłej herbaty z przewagą melisy i dodatkiem gruszki.

            Miałam wczoraj tak koszmarny dzień w pracy, że do tej pory trzęsą mi się ręce ze stresu, a żołądek mam tak ściśnięty, że nie dałam rady zjeść śniadania, mimo że burczy mi w brzuchu tak głośno, że mój pies odwarkuje na ten dźwięk…  Jestem pewna, że mam w swoich zbiorach saszetkę z czystą melisą, ale nie chciało mi się jej szukać – zwłaszcza, że gruszka brzmi smakowicie i w dodatku miałam ją pod ręką.

            Recenzji od dawna nie było, ponieważ trwał konkurs (-> klik <-), który właśnie się zakończył. Dzisiaj rano przeczytałam i oceniłam wszystkie prace konkursowe, więc wyników można się spodziewać lada dzień, ale wróćmy na razie do recenzji.

            Torebka po wyjęciu z saszetki pachnie delikatnie, ale bardzo ładnie. Melisy nie czuć wcale, jedyny zapach jaki się roznosi to gruszkowy. Herbatę należało zalać wrzątkiem i trzymać w nim od ośmiu do dziesięciu minut – ja trzymałam dziesięć. Dodatkowo zasugerowałam się koleżanką z pracy, która parząc herbaty w saszetkach zawsze zakrywa filiżankę spodkiem na czas pobytu torebki wewnątrz niej – tak jest podobno bardzie efektywnie, więc postanowiłam spróbować tego sposobu. Nie mam niestety porównania, bo nie parzyłam tej herbaty bez przykrycia, ale może następnym razem wykażę się większym pomyślunkiem i zrobię taki test na dwóch takich samych herbatach… :)

            Wracając do meritum – herbata jest bardzo smaczna. Czuć gruszkę w smaku, ale nie jest ona tak bardzo intensywna, żeby natychmiast się zasłodzić. Pamiętając o tym, że cukier wzmacnia czasem smak postanowiłam trochę go dosypać do kubka i w myśl zasady: lepsze jest wrogiem dobrego, oraz prawa Murphy’ego, mówiącego o tym, że jeśli poprawia się coś dobrego wystarczająco długo, to na pewno się to popsuje – to właśnie osiągnęłam. Napar po dodaniu cukru sporo traci – prawie całkowicie znika smak gruszki, zostaje tylko lekka kwaśność, która w połączeniu z gruszką jest bardzo w porządku, ale bez niej robi się tak samo przeszkadzająca jak w większości herbat owocowych, które do tej pory piłam. Nie polecam więc sypania cukru!

            Jeśli chodzi o uspokajające działanie melisy, to niestety nie odczułam, żeby nastąpiło. Nie wiem czy to kwestia tej konkretnej mieszanki czy samej melisy w ogóle, ale na uspokojenie raczej nie pomogła, więc jeśli ktoś chce ją kupić do tego celu, to raczej nie polecam. Polecam natomiast jeśli ktoś chce napić się delikatnej, gruszkowej herbaty bez gorzkiego, herbacianego posmaku do kompletu.


Podsumowując: raczej kupię ponownie

Opakowanie: 9/10 – funkcjonalne, dobrej jakości
Cena: 7/10 – 5.95 za 15 saszetek, czyli 40 gr za sztukę; duży plus za nieduże opakowanie
Zapach: 7/10 – pachnie ładnie, ale delikatnie
Smak na ciepło: 7/10 – czuć gruszkę, nie czuć melisy
Smak na zimno: 7/10 – bez zmian

Ocena ogólna: 7/10

piątek, 12 stycznia 2018

[043] Herbapol: Truskawka


(kliknij żeby powiększyć)


Dzień dobry,

            Dostałam wczoraj list z trzema nowymi smakami herbat do przetestowania. Dwie z nich nie mają saszetek, więc one też dołączyły do szybkiej kolejki – jedna nawet trafiła dzisiaj do kubka.

            Herbata przyszła do mnie w foliowej torebce z opisem czasu parzenia. Należało ją zalać wrzątkiem i trzymać w kubku od pięciu do siedmiu minut (ja trzymałam siedem). Niestety nie było na tej karteczce napisane, że parzyć należy pod przykryciem, więc moja przykrycia nie miała. Gdy szukałam w Internecie ceny, to natknęłam się na tę informację. Na przyszłość już będę wiedziała, a na razie sprawdziłam jak smakuje napar uzyskany bez przykrywki.

            Zacznę od zapachu, bo wyjątkowo mi się spodobał. W składzie jest dziesięć procent suszonych owoców, a to dużo, więc mam nadzieję, że zapach też jest naturalny. Herbata nie pachnie samymi truskawkami – to nie jest taki zapach, jaki czujemy tuż po przyniesieniu w koszyku truskawek ze sklepu latem. Zapach raczej przypomina truskawkową mambę, albo truskawkowo-śmietankowego lizaka w nierozwiązywalnym opakowaniu ;) Na pewno wiecie, którego mam na myśli.

            Smak niestety nie jest aż tak zachwycający. Głównie wyczuwa się kwasek, taki jak w większości herbat. Czuć odrobinę truskawki, ale właściwie to nie jestem pewna, czy w smaku, czy przez sugerowanie się intensywnym zapachem. Dosypałam trochę cukru i kwasek zniknął, za to pojawił się ten śmietankowy, lizakowy posmak, który wyczułam w zapachu.

            Jeżeli chodzi o ocenę ogólną, to sama nie wiem… Po posłodzeniu herbata jest naprawdę bardzo dobra, ale nie lubię cukru, więc nie jest idealnie skoro posłodzić jednak trzeba. Można oczywiście tego nie robić, ale wtedy kwasek cytrynowy tłumi smak truskawki, więc jak dla mnie opcja z posłodzeniem jest lepsza.

           
             
Podsumowując: raczej nie kupię ponownie.
Opakowanie: 3/10 – pudełko z torebkami bez saszetek
Cena: 8/10 – 4,85 zł, w pudełku jest 25 torebek, czyli 20 gr za sztukę
Zapach: 9/10 – intensywny, słodki, bardzo ładny
Smak na ciepło: 7/10 – kwaśny bez cukru, bardzo dobry po posłodzeniu
Smak na zimno: 6/10 – bardziej kwaśny


Ocena ogólna: 7/10

wtorek, 2 stycznia 2018

[041] Twinnings: Cytrynowa

(kliknij żeby powiększyć)


Dzień dobry,

            Wymieniłam się na kilka herbat tej firmy, a że wszystkie mają papierowe opakowania, to doszły do mojej „szybkiej” kolejki, żeby nie wywietrzały. Co dzień sobie parzę chociaż jedną – przynajmniej póki leniuchuję na urlopie.

            Dzisiaj do śniadania zaparzyłam sobie cytrynową. Należało ją zalać wrzątkiem i trzymać w kubku od trzech do czterech minut, czyli tak samo jak poprzednią owocową tej firmy. Zapach po zaparzeniu był znowu bardzo fajny, choć tym razem zupełnie niesłodki. Czuć było gorzkawy zapach skórki cytrynowej i dosłownie jedną, niewielką nutkę kwaśnej cytryny.

            W smaku w ogóle nie było czuć ani kwasku cytrynowego, ani kwaśnej cytryny – za to wyraźnie było czuć skórkę z jej gorzkawym (ale bardzo, bardzo delikatnie gorzkawym) posmakiem. Zauważyłam, że jeśli chodzi o herbaty owocowe, to te cytrynowe są zazwyczaj dobre, nawet jeśli inne owocowe się konkretnym firmom nie udają. Ciekawe dlaczego tak jest – może po prostu cytryny (tak jak sałatki jarzynowej) nie można zepsuć…? :D

            Swoją drogą ciekawa jestem, czy istnieje herbata ekspresowa (albo nawet zwykła, bez torebek), która będąc herbatą cytrynową smakuje jak te napoje herbaciane w butelkach. Wszystkie, które do tej pory piłam smakowały jak czarna herbata z dodatkiem startej skórki – takiego typowo cytrynowego smaku, jaki znam z napojów albo lodów jeszcze nie spotkałam. Znacie taką? Jeśli znacie, to chętnie się wymienię, albo przyjmę nazwę lub namiary i sobie kupię :)

            Wszystkiego dobrego w nowym roku! (Zostało 9 recenzji do konkursu!)
           
             
Podsumowując: raczej kupię ponownie.
Opakowanie: 4/10 – papierowe saszetki z wyrywanymi z opakowania kartonikami
Cena: 6/10 – 7,00 zł, w pudełku jest 25 torebek, czyli 28 gr za sztukę
Zapach: 8/10 – intensywny, zgodny z opisem
Smak na ciepło: 7/10 – zgodny z opisem, dobry
Smak na zimno: 6/10 – mniej intensywny niż na ciepło  


Ocena ogólna: 7/10

czwartek, 28 grudnia 2017

[039] Herbapol: Kwitnąca wiśnia

(kliknij żeby powiększyć)

Dzień dobry,

            Myślałam, że mam więcej świątecznych smaków do przetestowania, ale okazało się, że nie znalazłam w pudełku żadnego innego, więc zamiast świątecznego smaku będzie owocowy. Jest to nowy nabytek, który dostałam w kopercie z życzeniami od koleżanki. Nie ma saszetki, więc trzeba ją szybko wykorzystać, poza tym jest zielona – przyda się po świątecznych potrawach i ciastach z bitą śmietaną.

            Herbata pachnie bardzo ładnie, jak delicje wiśniowe. Uwielbiam takie zapachy i zawsze gdy je czuję, to spodziewam się czegoś bardzo dobrego. Nie zawsze oczywiście te moje oczekiwania są spełnione, ale spodziewam się zawsze tego samego ;)

            Herbata jest zielona, więc wyjątkowo nie zalałam jej wrzątkiem, tylko wodą o temperaturze dziewięćdziesięciu stopni (a przynajmniej tak wyszło z moich obliczeń). Trzeba było trzymać torebkę w kubku od trzech do pięciu minut – u mnie jak zwykle siedziała do górnej granicy.

            Smak mnie niestety trochę zawiódł – po zapachu spodziewałam się słodkiej, wiśniowej herbaty. Wiśniowa rzeczywiście jest, ale nie jest słodka. Czuć gorycz, powiedziałabym, że typową dla czarnej herbaty. Tym bardziej jest to dziwne, bo herbata jest zielona… Dosypałam odrobinę cukru i gorycz zniknęła, więc nie jest tak źle, ale ponieważ nie lubię cukru, to oczywiście mogłoby być lepiej.

           Zapomniałam dodać, że z okazji setnej recenzji będzie konkurs z dużą nagrodą do wygrania, a żeby wprawić się w organizowaniu konkursów, to z okazji pięćdziesiątej notki będzie malutki konkursik z małą nagrodą do wygrania. Wymagania też będą małe, więc już teraz polecam śledzić bloga (i komentować recenzje przy odwiedzinach - przyda się do konkursu! :D).
             
Podsumowując: raczej nie kupię ponownie.
Opakowanie: 3/10 – pudełko z torebkami bez saszetek
Cena: 8/10 – 4,85 zł, w pudełku jest 20 torebek, czyli 24 gr za sztukę
Zapach: 9/10 – intensywny, słodki, bardzo ładny
Smak na ciepło: 7/10 – intensywny ale gorzkawy
Smak na zimno: 7/10 – mniej intensywny


Ocena ogólna: 7/10

piątek, 1 grudnia 2017

[035] Irving: Cytrynowa


(kliknij żeby powiększyć)


Dobry wieczór,
           
            Jak pewnie większość z was wie – są herbaty (a raczej: napoje herbaciane) w plastikowych butelkach, które można sobie kupić w sklepie i popijać bez parzenia. Ja je kupuję bardzo rzadko, ale jeśli mam do wyboru tylko taką cytrynową albo brzoskwiniową herbatę, albo słodki, gazowany napój (pozdrawiam w tym miejscu automaty z napojami na Politechnice Warszawskiej – można umrzeć z pragnienia, a wody nie znajdziesz), to wybieram mimo wszystko herbatę. W smaku są bardzo fajne, mimo że obok prawdziwej herbaty pewnie nawet nie stały (w sklepie też nie stoją :D). I właśnie z tą myślą zabieram się od jakiegoś czasu za Irvinga o smaku cytryny – po cichu miałam nadzieję, że będzie smakował podobnie.

            Kupiłam w supermarkecie opakowanie osiemnastu saszetek – po trzy sztuki każdego z sześciu smaków. Do testów idealne rozwiązanie, więc jeśli tylko takie mieszanki spotykam, to zawsze biorę. Takie opakowanie z mieszanką jest co prawda trochę droższe niż pudełko z dwudziestoma saszetkami tego samego rodzaju, ale i tak bardziej się opłaca taki zakup niż sześć osobnych pudełek.

            W instrukcji obsługi napisano, że torebkę należy zalać wrzątkiem i trzymać w nim od trzech do pięciu minut – tak zrobiłam. Zaparz przed zaparzeniem jest bardzo słabo wyczuwalny, za to po zaparzeniu czuć bardzo mocno skórkę cytrynową. Nie jest to zapach herbaty z butelki, więc i tego smaku przestałam się spodziewać, ale ogólnie rzecz biorąc zapach jest ładny i zachęcający. W składzie jest sok z cytryny i skórka cytrynowa, więc znowu wszystko wskazuje na to, że to naturalny smak, zwłaszcza że pomiędzy fusami przewijają się małe, żółte kawałki owoców.

            Trochę się obawiałam, że w smaku czuć będzie ten wszechobecny kwasek cytrynowy, którego inni dosypują nawet do wiśniowej herbaty, ale spotkało mnie miłe zaskoczenie, bo herbata w ogóle nie jest kwaśna. Profilaktycznie przygotowałam sobie saszetkę z cukrem, bo spodziewałam się bardzo kwaśnego smaku, a tu niespodzianka, bo nie jest nawet troszkę kwaśna. Bardzo fajnie, bo ja nie przepadam za owocowymi herbatami, które smakują tylko kwaskiem cytrynowym. Cytrynowa herbata wyjątkowo akurat mogłaby być odrobinę kwaśna, ale mając do wyboru bardzo kwaśną sztucznym kwaskiem albo wcale niekwaśną – wolę tę drugą, także smak jak dla mnie na plus.

             
Podsumowując: raczej kupię ponownie.
Opakowanie: 8/10 – pudełko z saszetkami
Cena: 6/10 – 7.99, w pudełku jest 18 torebek, czyli 44 gr za sztukę
Zapach: 8/10 – ładny, intensywny, prawdziwy
Smak na ciepło: 7/10 – mocno czuć skórkę cytryny, nie jest kwaśna
Smak na zimno: 6/10 – im chłodniejsza tym smak mniej intensywny


Ocena ogólna: 7/10

piątek, 6 października 2017

[027] Vitax: Malina + żurawina


(kliknij żeby powiększyć)

Dobry wieczór,

            Długi i męczący tydzień za mną, zmarzłam dziś, zmokłam i jestem koszmarnie zmęczona, więc skoro nie pomogła gorąca kąpiel to sięgnęłam ponownie po gorącą herbatę. Tym razem wybrałam saszetkę głównie ze względu na te maliny, które mają być w środku – w końcu maliny dodatkowo rozgrzewają, więc dzisiaj malinowo-żurawinowy Vitax.

            Herbatę należy parzyć we wrzątku od ośmiu do dziesięciu minut. Tak zrobiłam i byłam mocno zaskoczona, bo herbata pachnie różami… Poważnie się zastanawiam nad tym, czy gdzieś w fabryce ktoś nie przestawił guzika i nie spowodował wrzucenie różanej herbaty do malinowo-żurawinowych saszetek, bo nie czuję ani maliny ani żurawiny – tylko dziką różę, taką samą jak w konfiturach. Śmieszna sprawa… Mam chyba jeszcze jedną saszetkę z tą herbatą (ale z tej samej partii…), więc skonfrontuję pierwsze (i drugie) wrażenie może jutro przed jedzeniem, żeby nic nie mogło zakłócić odbioru. Mam też na pewno jedną saszetkę z herbatą o smaku dzikiej róży (też z tej samej partii) – może ona będzie malinowo-żurawinowa. :D

            Na razie powiem tak: herbata jest całkiem smaczna, tyle że nie smakuje tak jak powinna według opisu na opakowaniu. Jest też dosyć kwaśna, a im bardziej stygnie tym kwaśniejsza się staje. Nie wiem od czego to zależy, ale z większością owocowych herbat, które próbowałam, jest podobnie w tej kwestii. Ogólnie nie jest źle, ale liczyłam na te maliny...


            Podsumowując: raczej nie kupię ponownie.
Opakowanie: 9/10 – funkcjonalne, dobrej jakości
Cena: 7/10 – 29.99 za 90 saszetek, czyli 30 gr za sztukę, ale nie znalazłam małego opakowania
Zapach: 7/10 – zapach jest całkiem ładny, tylko niezgodny z opisem
Smak na ciepło: 7/10 – dosyć wyrazisty, ale też niezgodny z opisem
Smak na zimno: 6/10 – mniej owocowy, bardziej kwaśny


Ocena ogólna: 7/10

czwartek, 5 października 2017

[026] Vitax: Gruszka z cynamonem


(kliknij żeby powiększyć)

Dobry wieczór,

            Zachęcona wczorajszym piorunującym sukcesem herbacianego testu sięgnęłam dziś po kolejną wczorajszą zdobycz, czyli po jesienny smak gruszki z cynamonem. Już na wstępie wiem, że nie będzie aż tak zachwycający jak poprzedni, ale wciąż poluję na dwa kolejne, więc to nie koniec moich jesiennych oczekiwań i testów! (A przynajmniej taką mam nadzieję).

            Herbata po wyjęciu z torebki pachnie mocno cynamonem, a po zaparzeniu pachnie mocno gruszkami a cynamonem wcale. Ciekawe czemu zapachy się nie łączą, skoro oba składniki są w torebce… No ale nic. Herbatę należy zalać wrzątkiem i parzyć od ośmiu do dziesięciu minut, więc ja jak zwykle parzyłam przez dziesięć.

            Jeżeli chodzi o smak, to piłam i piłam i czułam tylko gruszkę. Lekko kwaskową i bez posmaku cynamonu, więc jestem trochę rozczarowana, bo jednak owoc to tylko owoc – to połączenie z korzennymi przyprawami miało go uczynić wyjątkowym, no a tak się nie stało w tym przypadku. Trochę szkoda, ale herbata nie jest zła, jeśli lubicie owocowe. Ja raczej do niej nie wrócę (to znaczy - kiedyś pewnie znowu ją sobie zaparzę, bo kupiłam całą paczkę, a nie jest na tyle zła, żeby nie chcieć do niej wracać, choć nie jest zachwycająca - ale raczej nie kupię jej znowu).

            Ponawiam cały czas mój apel – jeśli ktokolwiek ma pozostałe dwa jesienne smaki firmy Vitax (pomarańcza z goździkami oraz morela z wanilią), to chętnie się wymienię, albo odkupię kilka saszetek! Będę wdzięczna także za informację, jeśli ktoś spotka je w konkretnym supermarkecie – wtedy będę wiedziała gdzie szukać i może znajdę sama.

Podsumowując: raczej nie kupię ponownie.
Opakowanie: 9/10 – szczelne, ładne, funkcjonalne
Cena: 10/10 – 3.00, w pudełku jest 15 saszetek, czyli 20 gr za sztukę
Zapach: 8/10 – mocno cynamonowy
Smak na ciepło: 7/10 – gruszkowy
Smak na zimno: 6/10 – trochę mniej intensywny


Ocena ogólna: 7/10

sobota, 2 września 2017

[019] Bastek: Karmel + wanilia


(kliknij żeby powiększyć)


Dzień dobry!

            Mam na swojej herbacianej wishliście (oraz w zakładce „Poszukiwane” na blogu) herbatę waniliowo-karmelową innej firmy. Nie mogłam jej znaleźć, choć szukam odkąd się dowiedziałam o jej istnieniu, ale dzisiaj w supermarkecie w innym mieście dostrzegłam herbatę firmy Bastek o takim samym smaku jak tamta poszukiwana przeze mnie. Nie mogłam jej więc nie kupić, skoro nie było wielkich szans na to, że niedługo wrócę do tego miasta. Mam więc znowu lekki nadmiar herbat, ale mam wrażenie, że ten nadmiar nie będzie zalegać. Do tej pory miałam szczęście kupować herbaty, które były na tyle dobre, że reszta pudełka po recenzji nie była przeznaczona do kosza na śmieci, tylko do wypicia.  Marnie te piramidki bez opakowań wyglądają na zdjęciach, ale za to zauważyłam, że chłoną więcej wody i szybciej się mieszają. 

            W ogóle zanim zacznę część właściwą, to zdradzę wam, że wymyśliłam konkurs z nagrodami – zrobię go z okazji setnej recenzji, czyli sądząc po tempie, jakie mam – pewnie w okolicach końca roku. Będziecie? :D

            Ta dzisiejsza herbata tak cudownie pachniała po wyjęciu piramidki z pudełka, że nie mogłam się doczekać, aż ją zaparzę. Należy taką piramidkę zalać wrzątkiem i trzymać w nim od trzech do pięciu minut. Ja oczywiście trzymałam minut pięć. Herbata po wyjęciu torebki nadal pachnie karmelowo. Nie czułam zapachu wanilii ani przed ani po zalaniu. A jeżeli chodzi o smak…

            Nie wiem czy pamiętacie, albo czy w ogóle znacie taki deser, który złożony jest z dużych wafli i kakaowego kremu. Gdy byłam mała bardzo popularne było robienie go w mojej okolicy – pamiętam, że w każdym domu takie były i po każdym powrocie z podwórka do domu, każdy wychodził z niego z takim kawałkiem wafla w garści. Do tej pory pamiętam smak kremu, który robiło się z mleka w proszku z dodatkiem kakaa. To bardzo dziwne, ale ta herbata po zaparzeniu smakuje tak jak te wafle. Nie czuć smaku karmelu, nie czuć smaku wanilii – czuć za to smak kakaowego kremu :D

            Miałam niewielki problem z wystawieniem oceny, bo herbata jest smaczna, ale niezgodna z zapowiedzią… Powiedzmy więc, że jeśli ktoś ma ochotę napić się herbaty karmelowej albo waniliowej, to raczej tych smaków tutaj nie znajdzie, ale jeśli ktoś ma ochotę na dobrą, słodką, nieowocową herbatę, w której nie czuć goryczy, to ta jest bardzo dobra.

             
Podsumowując: raczej kupię ponownie.
Opakowanie: 3/10 – pudełko z torebkami leżącymi luzem, czyli bez saszetek
Cena: 7/10 – 6.69, w pudełku jest 25 saszetek, czyli 33 gr za sztukę
Zapach: 9/10 – mocno karmelowy
Smak na ciepło: 6/10 – dobry, choć niezgodny z opisem
Smak na zimno: 6/10 – nadal dobry, chyba trochę bardziej karmelowy niż na ciepło


Ocena ogólna: 7/10

niedziela, 27 sierpnia 2017

[017] Teekanne: Pomarańcza


(kliknij żeby powiększyć)

Dzień dobry,

            Dzisiaj znowu Teekanne i znowu miłe zaskoczenie, bo sznurek nie był przyklejony do bibułki. Może ta sytuacja z pierwszego razu to wyjątek? Wygląda na to, że na razie pozostałe są w porządku, a gdy bibułka nie jest rozrywana sznurkiem, to nie przeszkadza mi nawet konieczność wyrwania sobie papierka z opakowania. Gdy nie pływają mi w kubku fusy, to skłonna jestem nawet uznać, że to ekologiczne rozwiązanie… ;)

            Herbata jest czarna i pomarańczowa jednocześnie – kolor czarny, smak pomarańczowy. Należy ją parzyć w stu stopniach przez osiem minut i tak właśnie zrobiłam. Po wyjęciu torebki z saszetki zapach był bardzo lekki, prawie niezauważalny, ale po zalaniu wodą pomarańcza aż buchnęła w twarz. Ta herbata nie pachnie jak sok pomarańczowy – bardziej jak gazowany napój pomarańczowy. Po wyjęciu torebki z kubka zauważyłam w niej sporo jasnych elementów – to chyba kawałki białej skórki. W poprzednich wariantach smakowych tego nie zauważyłam, ale skórka czerwonego jabłka i skórka czerwonego granatu może po prostu ukryły się pomiędzy brązowymi liśćmi herbaty – te tutaj widać wyraźnie. Fajnie, że są owoce a nie tylko aromat.

            Jeżeli chodzi o smak, to pomarańcze jadłam i bardzo lubię, zapach był bardzo zachęcający, więc oczekiwania smakowe miałam dość duże. Spełnione zostały chyba połowicznie – smak jest całkiem niezły, tyle że lekko gorzki i trochę zbyt kwaśny (znowu czuć kwasek cytrynowy – tym razem nie jest to aż takie złe, bo w końcu cytryna to też cytrus i jej smak pasuje do pomarańczy o wiele bardziej niż do jabłka czy granatu). Po poprzednim razie trochę się bałam dosypywać cukier, ale jednak dosypałam odrobinkę i gorycz zniknęła. Kwaśność została (pewnie żeby ją zniwelować musiałabym znowu wsypać więcej cukru, jak ostatnio), ale ponieważ w tym smaku nie przeszkadzała mi jakoś szczególnie, to nie robiłam tego. Skasowałam tylko gorycz, która przeszkadza mi zawsze.

            W knajpce, do której lubię zaglądać, podają zimą kufle (takie do piwa) pełne czarnej herbaty. A raczej herbatę zamiast w filiżance, to w półlitrowym kuflu. Dodatkowo w środku naczynia znajduje się nieduża nakładka (taka z dziurkami, jak do parzenia herbaty) wypełniona dżemem pomarańczowym. Mieszczą się w tej nakładce może dwie czubate łyżeczki tego dżemu, ale to wystarczy, żeby zdominować smak herbaty. Jestem dosyć zdziwiona, ale ta herbata smakuje bardzo podobnie do tamtej, a to w przypadku herbaty ekspresowej jest bardzo dużą zaletą. To zdecydowanie pozytywne zaskoczenie i najlepszy smakowy wariant z tych trzech, które do tej pory piłam.

Szukając ceny zauważyłam, że istnieje herbata o smaku szarlotki z karmelem od tej firmy, a ponieważ lubię i karmel i szarlotkę, i ponieważ ta firma zaczyna odzyskiwać moje zaufanie – uznałam, że chciałabym spróbować. Mam nadzieję, że uda mi się znaleźć ją gdzieś w sklepie, bo o ile latem wolę smaki owocowe, to zimą zdecydowanie wolę karmel, szarlotkę i piernik. Trzymajcie kciuki!


Podsumowując: raczej nie kupię ponownie.
Opakowanie: 3/10 – papierowe, bez oddzielnego kartonika ale ładne
Cena: 8/10 – 5.60, w pudełku jest 20 saszetek, czyli 28 gr za sztukę
Zapach: 8/10 – bardzo intensywny i ładny
Smak na ciepło: 7/10 – dobry, choć przebija się gorycz
Smak na zimno: 6/10 – gorycz jest odrobinę mocniej wyczuwalna


Ocena ogólna: 7/10


środa, 23 sierpnia 2017

[014] Lipton: Truskawkowa babeczka


(kliknij żeby powiększyć)


Dzień dobry!

            Dzisiaj przez cały dzień robiłam przetwory na zimę – uwielbiam to zajęcie. To moja ulubiona część każdego lata. Ostatnie butelki soku pomidorowego się pasteryzują, kuchnia znowu lśni czystością, więc czas na herbatę, po którą ostatnio sięgam częściej niż kiedykolwiek.

            Dzisiaj padło na piramidkę Lipton, która przyszła do mnie pocztą (dziękuję!). Nie było oryginalnej saszetki ani innego opakowania, ale na dołączonej karteczce znalazłam informację, że to zielona herbata o smaku truskawkowej babeczki. Brzmiało zachęcająco, poza tym bałam się o jej smak, bo czeka na swoją kolej już jakiś czas, więc dzisiaj wreszcie wrzuciłam ją do kubka i zalałam wrzątkiem. No właśnie – nie było żadnej informacji o tym ile należy parzyć tę torebkę i jak gorącą wodą należy ją zalać, więc zalałam wrzątkiem i trzymałam w kubku przez pięć minut. Jeśli ktoś ma tę herbatę w domu, to dajcie mi znać, czy udało mi się trafić w czas i temperaturę podaną na opakowaniu.

            Gdy szukałam ceny tej herbaty, to zauważyłam, że z tej samej serii jest jeszcze herbata o smaku jagodowej babeczki oraz herbata o smaku wanilii z karmelem. Jeżeli ktoś takie ma, to niech się odezwie – chętnie je wymienię na coś z moich zbiorów! :)

            A teraz przejdźmy do najkrótszej, ale najważniejszej części tej notki, czyli do recenzji.

            Herbata przed zalaniem wodą pachniała bardzo ładnie, ale jak lody truskawkowe, albo te biało-różowe cukierki śmietankowo-truskawkowe do ssania. Po zalaniu wodą zapach zrobił się trochę mdły, ale wciąż rozpoznawalny.

Nie wiem czy to wina mojego nieumiejętnego parzenia na wyczucie czy wina herbaty, ale była w smaku potwornie gorzka i w dodatku z posmakiem gumy do żucia. Nie krępowałam się jednak i dosypałam całą łyżeczkę cukru. Gorycz zniknęła, posmak gumy do żucia zniknął, główny smak truskawek z dodatkami został, więc nie jest źle. Najbardziej nie lubię w herbatach tego, że właśnie albo są okropnie gorzkie, albo gdy dosypie się cukru – okropnie słodkie. Ta ma cechę, którą lubię, czyli po dosypaniu cukru nie zrobiła się słodka. Smak cukru nie przysłonił smaku truskawkowej babeczki – sprawił tylko, że zniknęła gorycz. Za to duży plus.

Trochę jestem zaskoczona (pozytywnie!), bo mimo, że torebka leżała kilka tygodni w papierowym opakowaniu ręcznej roboty (ślicznym – ponownie dziękuję!) to nie wywietrzał ani zapach, ani smak. Obawiałam się, że nic z niego nie zostanie, albo że ta herbata przejęła wszystko od czekoladowej herbaty, którą też dostałam bez opakowania, a która nawet po owinięciu przeze mnie w folię nadal mocno pachnie, a nic takiego się nie stało.

Jeśli pozostałe dwie z tej serii są tak samo dobre, to chyba poważnie pomyślę o kupieniu Liptona dla gości. To już druga ich herbata, którą piłam i obie były bardzo dobre. Poprzednia miała tę zaletę że nie była gorzka, więc nie trzeba jej było słodzić. Tę niestety posłodzić musiałam, ale mimo to smak pozostał.

Mam słabość do ładnie wyglądających rzeczy. Lubię na nie patrzeć i ich używać – jedzenie z ładnego talerza i herbata z ładnego kubka smakują mi bardziej, niż to samo podane na przykład na białej porcelanie. Mam też bardzo dużą słabość do słojów ozdobnych. Trzymam w nich ładne makarony (penne, farfalle i fusilli), kawę w ziarnach i parę innych rzeczy. Ta herbata w piramidkach doskonale nadaje się do kolejnego słoja ozdobnego, bo mimo, że nie ma szczelnych saszetek, to ma szanse przetrwać bez nich dłuższy czas bez straty smaku albo zapachu – w słoiku z uszczelką szanse są naprawdę duże, a ponieważ kształt jest ładny, kartonik też – mogą się stać również częścią dekoracji.


             
Podsumowując: raczej kupię ponownie.
Opakowanie: 3/10 – pudełko z torebkami leżącymi luzem, czyli bez saszetek
Cena: 8/10 – 6.99, w pudełku jest 25 saszetek, czyli 28 gr za sztukę
Zapach: 7/10 – ładny, ale tylko częściowo zgodny z zapowiedzią
Smak na ciepło: 7/10 – dobry, ale dopiero po posłodzeniu
Smak na zimno: 6/10 – po wystygnięciu przebija się odrobina goryczy


Ocena ogólna: 7/10

czwartek, 3 sierpnia 2017

[005] Lipton: Owoce cytrusowe


(kliknij żeby powiększyć)

Dzień dobry!

           
            Mamy upalny dzień, więc trochę wbrew sobie, ale jednak sięgnęłam po herbatę. Wybrałam zieloną, bo wyczytałam, że najlepsza na upały jest właśnie zielona i to o dziwo nie zimna, tylko ciepła. Kłóci się to z logiką, którą znam i moim pojmowaniem świata (bo jak gorący płyn może cokolwiek ochłodzić), ale sprawdzę. Wypatrzyłam w sklepie herbatę cytrusową (uwielbiam cytrusy) i w dodatku na opakowaniu miała napisane, że jest bez goryczki (której z kolei bardzo nie lubię), więc zdecydowałam się na zakup mimo braku saszetek. Tuż po tym teście sprawdzę drugi wyczytany sposób „parzenia”, czyli po prostu zalanie herbaty zimną wodą i odstawienie do lodówki na parę godzin. Może to będzie największe odkrycie mojego życia? Z tego co widziałam, to jest też w sklepie czarna herbata cytrusowa tej samej firmy. Różni się od tej tylko kolorem i sposobem zapakowania, bo czarna jest w piramidkach a zielona (jak widać) w zwykłych „płaskich” torebkach. Mam nadzieję, że będę miała okazję spróbować też tej drugiej i porównać obie, ale ponieważ mam na razie całą półkę herbat, to nie wiem, czy powinnam dokupować nowe…


            W tekturowym opakowaniu znajduje się dwadzieścia pięć torebek z herbatą, niestety zapakowane są bez saszetek, więc pewnie szybko wywietrzeją, skoro już rozpakowałam pudełko z folii, którą było owinięte. To spory minus jeśli chodzi o opakowanie, bo o wiele bardziej podobają mi się małe saszetki, które można luzem wrzucić do słoja, niż pudełka z niehermetycznie zamkniętymi torebkami, które stoi i otula zapachem wszystko w pobliżu. 
(Na marginesie: kolor jest niepokojący – herbata po przelaniu do woreczka, przygotowanego do chłodzenia, wygląda tak, jakby już raz została wypita…).


            Tę herbatę parzy się bardzo krótko, bo od dwóch do trzech minut, również we wrzątku, jak wszystkie poprzednie. Pachnie świetnie już po wyjęciu z pudełka, a po zalaniu zapach jest tylko trochę słabszy. Na opakowaniu napisane było, że jest to smak cytrusowy, ale narysowana była tylko skórka pomarańczowa i limonka, co wydaje mi się bardziej wiarygodne niż nazwa, bo herbata mocno pachnie limonką. Pomarańczy prawie nie czuć, cytryny, mandarynki i grejpfruta nie czuć wcale. W smaku o dziwo rzeczywiście nie czuć goryczy, co sprawia, że ta herbata ma szanse wskoczyć wysoko na moje podium herbat. Jest w niej jednak coś dziwnego, bo po każdym łyku mam wrażenie strasznej suszy w ustach. Gdy tylko przełykam płyn – robi mi się strasznie sucho, zupełnie tak samo jak wtedy, gdy nie piję przez kilka godzin i jednocześnie wcale się nie odzywam. Dziwne uczucie i wzmaga pragnienie, ale znika po wypłukaniu ust wodą, albo wypiciu kilku łyków wody mineralnej, więc nie jest tragicznie.


            Z zieloną herbatą jest też o tyle niebezpiecznie, że można się od niej uzależnić. I nie mam tu na myśli takiego przyzwyczajenia, które sprawia, że na przykład „nie można się obudzić” póki nie wypije się porannej kawy albo herbaty. Chodzi o prozaiczne uzależnienie żołądka i jelit od wspomagacza w postaci stymulującej herbaty. Jeśli pije się regularnie spore ilości zielonej herbaty i nagle się przestanie – mogą się pojawić problemy żołądkowe. Jeśli z kolei się jej nie odstawi, to też podrażnia żołądek i powoduje dodatkowo inne niedogodności. Nie są to zazwyczaj tak straszne skutki uboczne, żeby ktokolwiek się nad nimi zastanawiał, ale ja odkąd o nich wiem, to tego koloru herbaty unikam podwójnie, choć ze wszystkich kolorów, które piłam do tej pory – ten smakuje mi najbardziej. Może dlatego, że nie czuć goryczy, której nie da się zagłuszyć w czarnej herbacie, ani cementu, który dominuje w czerwonej… Mam jeszcze białą w kolejce (której smak mnie bardzo kusi), więc ostateczny werdykt wydam po białej. Wydaje mi się jednak, że jak zwykle kluczem jest zachowanie umiaru.


Podsumowując: raczej kupię ponownie.
Opakowanie: 3/10 – pudełko, w którym wszystkie torebki leżą luzem (bez saszetek)
Cena: 8/10 – 5.49, w pudełku jest 25 torebek, czyli 22 gr za sztukę
Zapach: 7/10 – pachnie bardzo ładnie, ale tylko limonką
Smak na ciepło: 7/10 – w smaku lekko czuć skórkę pomarańczową
Smak na zimno: 7/10 – smakuje tak samo, pachnie intensywniej

Ocena ogólna: 7/10


Pozdrawiam!