Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 03/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 03/10. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 stycznia 2018

[042] Malwa: Grejpfrut

(kliknij żeby powiększyć)

Dzień dobry,

            Dzisiaj dla odmiany zielona herbata, bo w momencie pisania tej recenzji wciąż podjadam resztki ciasta, które upiekłam na święta, a ponieważ na co dzień w ogóle nie jem słodyczy (a w okresie świątecznym i poświątecznym jem je trzy razy dziennie), to wspomagam się zieloną herbatą, żeby nie czuć się tak ciężko.

            Okres świąteczny oprócz tego, że pachnie dla mnie pomarańczami, to smakuje grejpfrutami, bo to chyba od paru lat moje ulubione owoce. Oprócz trzech kawałków ciasta dziennie jem dodatkowo po jednym grejpfrucie, bo lubię, a zimą smakują najlepiej. Miałam w swoich zbiorach herbatę ze skórką grejpfruta i trawą cytrynową, więc uznałam, że to najlepszy czas, na skorzystanie z niej.

            Herbatę należało zalać wodą o temperaturze dziewięćdziesięciu stopni i trzymać w kubku od dwóch do trzech minut. Zielona herbata poza tym, że nie jest tak gorzka jak czarna ma jeszcze i tę zaletę, że potrzebuje krótkiego czasu parzenia. Wadą jest to, że trzeba wiedzieć kiedy woda ma dziewięćdziesiąt stopni – szczególnie gdy ma się zwykły czajnik, a nie elektryczny z możliwością ustawienia temperatury, do jakiej ma podgrzać wodę. Ja więc za każdym razem doprowadzam wodę do wrzenia, a później studzę do odpowiedniej temperatury – korzystając z tych resztek wiedzy fizycznej, jakie zostały mi w głowie po lekcjach w gimnazjum. To z kolei kłopotliwa wada zielonych herbat, ale nie można mieć wszystkiego… ;)

            Herbata po zaparzeniu niestety nie pachnie grejpfrutem, trawą cytrynową też nie, mimo że obie te rzeczy ma w składzie. Gdybym miała z czymś porównać zapach, który wyczułam, to byłaby to… Papierowa torba po cemencie :D To strasznie ciekawe – oto jak zwykła herbata potrafi przypomnieć zapachy sprzed lat! Ten sam zapach czułam, gdy dom rodziców kończył się dobudowywać, a w garażu zamiast samochodu stały worki z cementem oraz worki po nim :D

            W smaku niestety herbata jest jeszcze gorsza. Jestem bardzo zawiedziona, bo herbata smakuje jak czarna z dodatkiem perfum. Jeśli komuś z was przy rozpylaniu perfum zdarzyło się odrobinę połknąć, to na pewno skojarzy ten smak. Próbowałam sztuczki z cukrem, ale nie pomogła, czyli ogólnie dość kiepsko. Nie polecam, są lepsze w tej cenie!

           
                         
Podsumowując: na pewno nie kupię ponownie.
Opakowanie: 5/10 – papierowe saszetki
Cena: 6/10 – 4,00 zł, w pudełku jest 20 torebek, czyli 20 gr za sztukę
Zapach: 2/10 – kiepski, niezgodny z opisem
Smak na ciepło: 3/10 – niezgodny z opisem, niezbyt dobry
Smak na zimno: 3/10 – nadal niedobry


Ocena ogólna: 3/10

niedziela, 20 sierpnia 2017

[012] King's Crown: Waldbeer-Vanille


(kliknij żeby powiększyć)


Dzień dobry!

            Niedziela, więc i wolne popołudnie przeznaczone na odpoczywanie w każdym możliwym sensie – więc popołudnie przy filmie, herbacie i czekoladowych babeczkach, które właśnie upiekłam. W kubku zagościła dziś kolejna torebka z papierowej saszetki, tym razem waniliowo-poziomkowa. Chciałam coś waniliowego do tych babeczek, a nie mam chyba żadnej innej o tym smaku, więc stanęło na poziomkach i wanilii.

            Czas parzenia powinien się wahać od pięciu do sześciu minut – ja parzyłam przez sześć. Nie było napisane w jakiej temperaturze należy to robić, więc użyłam wrzątku.

            Niestety wygląda na to, że herbata trochę mnie zawiodła. Ładnie pachnie przytłumioną wanilią. Owoców niestety nie czułam wcale ani w zapachu ani w smaku. To kolejna herbata, która smakuje jak woda, więc raczej nie polecam. Nie mam chyba nic do dodania, bo naprawdę smakuje po prostu jak ciepła woda. Podobnie było z pierwszą, jaką w ogóle tutaj przetestowałam, więc to kolejne rozczarowanie.

            Jedynym plusem jest to, że to herbata czerwona, ale tego też nie czuć. Jest to plusem, bo pamiętam jak ohydna była pierwsza czerwona herbata, którą przetestowałam – z dwojga złego wolę już, żeby smakowała wodą niż tak jak wtedy.

            Ogólnie szkoda pieniędzy – jeśli ktoś chce się napić wody pachnącej wanilią, to polecam kupić waniliowy zapach do ciasta i wkroplić parę kropel do imbryka, zamiast wydawać pieniądze i tracić miejsce na tę herbatę.

             
Podsumowując: nie kupię ponownie.
Opakowanie: 4/10 – papierowa saszetka i znowu tylko po niemiecku
Cena: 8/10 – 4.99, w pudełku jest 25 saszetek, czyli 20 gr za sztukę
Zapach: 7/10 – ładny, delikatny, waniliowy ale niezbyt słodki
Smak na ciepło: 2/10 – wydaje mi się, że coś czuć, ale to pewnie przez zapach
Smak na zimno: 1/10 – smakuje jak woda


Ocena ogólna: 3/10


niedziela, 16 lipca 2017

[001] VITAX: Melisa + pomarańcza


(kliknij żeby powiększyć)


Dzień dobry!

            Już nie mogłam się doczekać pisania tutaj, więc postanowiłam zająć się parzeniem herbaty od razu – leniwe niedzielne popołudnia sprzyjają takim zajęciom: wszystko co trzeba było zrobić jest już zrobione, więc można zająć się tym, czego robić nie trzeba, ale można. ;)


            Na pierwszy ogień poszła herbata Vitax o smaku melisy z pomarańczą, bo wydawało mi się, że to nie może nie smakować, gdy lubi się pomarańcze i ogólnie cytrusy, a ja lubię. Szkoda, że nie mam herbaty o smaku grapefruita, bo to mój ulubiony owoc, ale kto wie – może wpadnie mi w oko albo w ręce za jakiś czas…


            Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to informacja, że w saszetce nie znajdę melisy z pomarańczą, tylko herbatę o smaku melisy i pomarańczy – może to i dobrze, bo ziewam i bez ziół uspokajających… :) Kolejna rzecz, to czas parzenia – długi, bo od ośmiu do dziesięciu minut. Wydaje mi się, że na większości saszetek, które mam ten czas jest dokładnie o połowę krótszy, ale może to przypadek. Do zalania herbaty należy użyć wrzątku, więc powinno pójść gładko… Po rozpakowaniu szczelnie zgrzanej saszetki poczułam dosyć delikatny, ale jednak zapach pomarańczy, a to dobry znak. Mam nadzieję, że nie będzie z tą herbatą tak, że „smak” owoców tak naprawdę oznacza wyłącznie zapach, ale sprawdzimy za chwilę.

*

            Okej, herbata się parzy, a ja zastanawiam się jak wam ją pokazać, żeby było widać i torebkę i opakowanie i jeszcze kolor w kubku… Zdecydowałam się na zrobienie sklejki zdjęć, ale jeśli ktoś ma lepszy pomysł, to chętnie rozważę, bo to nie wygląda tak jakbym chciała.

*

            Czas stop – dziesięć minut minęło (wygląda na to, że zrobiłam relację „live” na blogu :D), więc wyjęłam torebkę… Zaparzona herbata pachnie bardzo ładnie pomarańczami, ale pomimo długiego czasu, jaki torebka spędziła we wrzątku – napój jest dosyć jasny, choć to miała być czarna herbata. Nie używałam cukru, miodu, cytryny, mięty, mleka ani innych dodatków – tylko zawartość saszetki i woda.

*

            No cóż, wielkie rozczarowanie nastąpiło już po pierwszym łyku. Herbata rzeczywiście bardzo ładnie pachnie pomarańczami, ale smakuje jak ciepła woda… Ani jak herbata, ani jak melisa, ani jak owoce – nie smakuje wcale. Mam wrażenie, jakbym piła pachnącą wodę… Dosypię może jednak trochę cukru – pamiętam, że piłam kiedyś herbatę karmelową, która po posłodzeniu odrobiną cukru zyskiwała o wiele bardziej intensywny smak. Może z pomarańczami będzie to samo? …nie, jednak nie. Po posłodzeniu smakuje po prostu jak słodka woda, pomarańczy nie czuję wcale. Szkoda, bo liczyłam na to, że będzie efekt WOW… Może następnym razem!


            Podsumowując: nie kupię ponownie.
Opakowanie: 8/10 – funkcjonalne, dobrej jakości, tylko kolor nie taki jak lubię :D
Cena: 7/10 – 29.99 za 90 saszetek, czyli 33 gr za sztukę, ale nie znalazłam małego opakowania
Zapach: 8/10 – pachnie rzeczywiście bardzo ładnie i przed zalaniem wodą i po zaparzeniu
Smak na ciepło: 1/10 – zupełnie go nie czuć
Smak na zimno: 1/10 – też nic nie czuć

Ocena ogólna: 3/10


*

Na dzisiaj to wszystko. Pomyślę jeszcze o formie pisania tych moich recenzji, bo nie jestem przekonana do relacji na żywo, choć cieszę się, że spróbowałam. Wszelkie uwagi są oczywiście mile widziane!


Pozdrawiam!