Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 06/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 06/10. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 stycznia 2018

[046] Twinings: Czarna porzeczka


(kliknij żeby powiększyć)


Dzień dobry,

            Dzisiaj w kubku czarna porzeczka. Kiedyś nie lubiłam soku z czarnej porzeczki, samych owoców nie lubię nadal (mimo, że przez wiele lat miałam okazję próbować ich prosto z krzaka), ale teraz i sok i herbatę chętnie piję, jeśli są o tym smaku.

            Torebka jest opisana, a według opisu w środku znajduje się czarna herbata o zapachu porzeczek, więc nie spodziewam się w smaku cudów, choć pachnie rzeczywiście pięknie. Należało ją parzyć od trzech do czterech minut w stu stopniach i tak właśnie zrobiłam, a wyjmowana torebka roztaczała znowu cudny zapach, jak jedna z ostatnich, nie pamiętam, która konkretnie.

            Herbata pachnie jak sok w kartonie – naprawdę intensywny, soczysty zapach soku. Bardzo lubię takie zapachy herbat – zwłaszcza wtedy, gdy w ślad za nimi idzie taki sam intensywny smak. Tutaj jednak tego nie ma – herbata smakuje jak zwykła czarna, jedyna różnica tkwi w goryczy, a raczej w jej braku – czarna herbata zazwyczaj jest gorzka, a ta nie jest taka wcale.
           
            Raczej nie kupię jej ponownie, bo jest sporo herbat, które nie tylko ładnie pachną ale i dobrze smakują, ale nie jest zła – nadaje się do tego, żeby ją wypić do słodkiego ciasta na deser.
             
Podsumowując: raczej nie kupię ponownie.
Opakowanie: 4/10 – papierowe saszetki z wyrywanymi z opakowania kartonikami
Cena: 6/10 – 7,00 zł, w pudełku jest 25 torebek, czyli 28 gr za sztukę
Zapach: 10/10 – intensywny, owocowy, zgodny z opisem
Smak na ciepło: 5/10 – zgodny z opisem, nie czuć owoców
Smak na zimno: 5/10 – bez zmian


Ocena ogólna: 6/10

niedziela, 14 stycznia 2018

[044] Lipton: Granat


(kliknij żeby powiększyć)


a imię jego Czterdzieści i Cztery…


Dzień dobry,

            Dzisiaj w kubku coś lżejszego – chyba najlżejszego ze wszystkich dostępnych możliwości, bo jest to biała herbata z dodatkiem owoców granatu. Należało ją zalać wodą o temperaturze dziewięćdziesięciu stopni (dużo jak na białą, prawda?) i trzymać w kubku od dwóch do trzech minut. Ja trzymałam oczywiście trzy. Białej herbaty jeszcze nie piłam - raz zdarzyła się mieszanka białej i zielonej, ale sama biała gości u mnie pierwszy raz. Mam gdzieś w kolejce jeszcze bardziej "czystą" białą herbatę, bo bez dodatku owoców, ale to może innym razem. Tym razem owocowa.

            Herbata przed zaparzeniem nie pachnie niczym szczególnym, za to po zaparzeniu pachnie dosyć mocno owocami. Nie jest to taki naturalny zapach, jaki pamiętam z czasów jedzenia granatów, ale jednak jest. Dostałam tylko jedną piramidkę, więc nie wiem czy w składzie jest granat, ale jeżeli jest, to rzeczywiście go czuć, a jeśli nie, to… Mają widać zdolnych naukowców w laboratoriach ;)

            Smak jest całkiem niezły, choć trochę czuć gorycz. Gorzkawy posmak granatu jest wyczuwalny nie tylko w zapachu, więc to całkiem duży plus, bo ostatnio trafiały mi się same kiepskie w smaku herbaty. Nie jest to smak jakiś bardzo zachęcający, mnie przynajmniej niezbyt smakuje, choć granaty lubiłam. Dosypałam odrobinę cukru, ale to nic nie zmieniło – nadal czuć lekko gorzkawy posmak.

            Herbata ogólnie średnio mi smakowała, być może przez specyficzny smak tego granatu, ale ma ona swoje zalety. Przede wszystkim nie jest to tylko herbata z zapachem owoców… Ponadto smak jest tak samo wyrazisty na ciepło jak na zimno, co też niezbyt często się zdarzało w mojej recenzjowej karierze… Dla mnie akurat nie jest to coś, co chciałabym powtórzyć, ale jeśli ktoś jest wielkim fanem granatów w każdej postaci, to pewnie będzie zadowolony.
           
             
Podsumowując: raczej nie kupię ponownie.
Opakowanie: 3/10 – pudełko z torebkami bez saszetek
Cena: 3/10 – 7.49 zł, w pudełku jest 25 torebek, czyli 38 gr za sztukę
Zapach: 7/10 – wyraźny, ale lekko sztuczny
Smak na ciepło: 6/10 – gorzkawy ale wyraźny
Smak na zimno: 6/10 – bez zmian


Ocena ogólna: 6/10

sobota, 30 grudnia 2017

[040] Twinings: Czerwone owoce


(kliknij żeby powiększyć)


Dzień dobry,

            Dzisiaj w kubku kolejna owocowa herbata – tym razem o smaku wiśni, czerwonych porzeczek, malin i truskawek, czyli bardzo letnia mieszanka. Opakowanie wyglądało apetycznie, więc padło na nie :)

            Opakowanie tej herbaty jest zbudowane podobnie do opakowań od Teekanne – to jest minimalnie lepsze, bo nie jest tylko papierowe, ale dodatkowo lekko śliskie, czyli pewnie woda by przez nie nie przesiąkła przy rozlaniu. Wadą tych opakowań (oprócz przepuszczalności zapachów) jest to, że kartonik przytwierdzony do sznurka z torebką nie jest po prostu w środku saszetki, tylko jest jej częścią. Żeby wyjąć torebkę z saszetki trzeba sobie najpierw wyrwać kartonik z opakowania. Nie lubię tego, bo przy wydzieraniu kawałka opakowania nietrudno o rozdarcie samej torebki, a to się wiąże z pływającymi, okropnymi fusami.

            Tym razem jednak udało mi się bibułki nie rozerwać, więc zaparzanie poszło dobrze. Herbata jest czarna, należy ją zalać wrzątkiem i trzymać w wodzie od trzech do czterech minut, u mnie jak zwykle była przez cztery.

            Zapach herbaty jest bardzo fajny, słodki, owocowy, nie dałam rady jednoznacznie nazwać owoców, których zapach wyczułam, ale podsumowałabym to jako po prostu zapach owocowy. Takiego połączenia smakowego jeszcze w swoim magicznym, testowym pudełku nie miałam, więc tym chętniej po nią sięgnęłam.

            Smak niestety okazał się banalny, taki sam jak większość owocowych herbat, choć tym razem bardziej czuć samą herbatę niż „owocowy” (a raczej gumowy) posmak. Dla fanów czystej herbaty to pewnie plus, ale nie po to kupuje się owocową, żeby nie było czuć owoców, prawda? Dosypałam trochę cukru, ale to nic nie zmieniło – przynajmniej póki herbata była ciepła. Gdy wystygła, to jak zwykle spróbowałam jej ponownie i byłam bardzo zaskoczona, bo po wystudzeniu wyczułam w smaku malinę przebijającą się przez gumowy posmak. To niewiele, ale lepsze niż nic, więc okazuje się, że na zimno ta herbata jest lepsza niż na gorąco. Niewiele takich do tej pory spotkałam.
           
             
Podsumowując: nie kupię ponownie.
Opakowanie: 4/10 – papierowe saszetki z wyrywanymi z opakowania kartonikami
Cena: 6/10 – 7,00 zł, w pudełku jest 25 torebek, czyli 28 gr za sztukę
Zapach: 7/10 – słodki, owocowy
Smak na ciepło: 5/10 – niezgodny z opisem, niezbyt dobry
Smak na zimno: 6/10 – po wystudzeniu czuć część owoców


Ocena ogólna: 6/10

niedziela, 19 listopada 2017

[33] Bifix: Malina


(kliknij żeby powiększyć)


Dobry wieczór!

            Dzisiaj zimno, ciemno i jeszcze-nie-świątecznie (choć pomarańcze już się suszą na grzejniku), więc padło na moją ulubienicę w takie dni, czyli na malinę. Mam cztery rodzaje soku malinowego i piję go do ciepłej wody albo herbaty od jesieni do wiosny. Dzisiaj dodatkowo postanowiłam wzmocnić nim herbatę malinową.

            Należy ją zaparzyć, trzymając we wrzątku od trzech do pięciu minut. Ja trzymałam pięć. Po tym czasie zaczął się unosić świetny, mocno malinowy zapach, więc miałam co do niej duże oczekiwania.

Niestety okazało się, że oczekiwania spełnione nie zostały – herbata smakuje jak większość owocowych herbat – niestety niezbyt malinowo – raczej po prostu owocowo. I czuć wszechobecną kwaśność – pewnie z kwasku cytrynowego, bo oprócz kwasu nie czuć na przykład cytryny, czyli to pewnie nie ona jest tym zakwaszającym dodatkiem.

            Ogólnie rzecz biorąc to jestem znowu dosyć rozczarowana – może wymagania mi wzrosły przez codzienne picie wody z sokiem z prawdziwych malin z działki mojej babci, ale tak czy siak – jeśli ktoś ma ochotę na malinową herbatę, to lepiej niech wybierze inną, bo tutaj malin nie posmakuje.

           
            Podsumowując: raczej kupię ponownie.
Opakowanie: 8/10 – foliowe, zgrzane, szczelne
Cena: 7/10 – 5.34, w pudełku jest 20 saszetek, czyli 27 gr za sztukę
Zapach: 9/10 – bardzo ładny i intensywny
Smak na ciepło: 6/10 – ciekawy, ale mało intensywny
Smak na zimno: 6/10 – bez zmian

Ocena ogólna: 6/10

piątek, 27 października 2017

[031] Intensitea: Truskawka + agrest


(kliknij żeby powiększyć)

Dobry wieczór,
           
            Dawno nie było recenzji, bo jestem ostatnio tak zapracowana, że gdy wracam do domu to tylko robię obiad na następny dzień i idę spać. Dzisiaj też jestem zmęczona i też późno wróciłam, ale mam chwilowo trochę dosyć picia ciągle samej wody, więc kupiłam dziś puszkę napoju gazowanego, a w domu sięgnęłam po pudełko z herbatą.

            Wyłowiłam z niego torebkę bez saszetki, która przybyła do mnie niedawno. Zamierzałam sama kupić opakowanie tej herbaty, byłam nawet w supermarkecie i trzymałam ją w ręku, ale przypomniałam sobie, że tego samego dnia rano odebrałam ze skrytki pocztowej kopertę z herbatą – postanowiłam sprawdzić co w niej jest i okazało się, że właśnie ten smak. Odłożyłam więc zakup na czas po recenzji, żeby wiedzieć czy warto.

            Smak z opisu na opakowaniu brzmi zachęcająco – truskawki i agrest – oba owoce bardzo lubię, więc myślałam, że to połączenie nie może mi nie smakować. Okazało się, że miałam rację.

            Herbatę należy parzyć we wrzątku od ośmiu do dziesięciu minut. Ja zapomniałam spojrzeć na zegarek, gdy zalałam torebkę, więc nie mam pojęcia ile czasu siedziała w wodzie. Na pewno dłużej niż dziesięć minut, bo zdążyłam pozbywać i nakarmić psa, zanim do niej wróciłam. To jej jednak nie zaszkodziło, bo nie zrobiła się ani gorzka, ani mdła.

            Przed zalaniem herbaty wodą czuć kwaskowy zapach, ale nie wyczułam ani agrestu ani truskawek. Po zalaniu wodą sytuacja się zmienia, bo truskawki czuć dosyć intensywnie, przynajmniej jeśli chodzi o zapach. W smaku też są wyczuwalne, ale o wiele słabiej. Agrestu za to nie czułam w ogóle – ani zapachu ani smaku. W smaku czuć oprócz truskawek jeszcze kwasek cytrynowy, który znowu sprawia, że herbata po wystygnięciu smakuje tak samo jak wszystko owocowe. Smak truskawek jest wyczuwalny tylko gdy herbata jest gorąca i bardzo ciepła. I zostawia w ustach posmak taki sam, jak truskawki! Może nie te letnie, intensywne, ale te wcześniejsze. Duży plus za to. Szkoda tylko, że nie czuć wcale agrestu – liczyłam na niego, bo agrestowej herbaty jeszcze nie piłam.

            Na zakończenie wspomnę, że poszukuję morelowo-waniliowej herbaty z serii jesiennych smaków. Jeśli komuś udało się kupić, to chętnie się wymienię albo odkupię kilka torebek.
           
            Dziękuję też Darii, od której dostałam pomarańczowo-imbirową oraz cynamonowo-migdałowo-herbatnikową herbatę w ramach urodzinowego prezentu, który znalazłam w skrytce, a którego się zupełnie niespodziewałam – przetestuję je bliżej zimy!

             
Podsumowując: raczej nie kupię ponownie.
Opakowanie: 3/10 – pudełko z torebkami leżącymi luzem, czyli bez saszetek
Cena: 7/10 – 3.99, w pudełku jest 20 torebek, czyli 20 gr za sztukę
Zapach: 6/10 – całkiem ładny, chociaż tylko połowicznie zgodny z opisem
Smak na ciepło: 7/10 – trochę zbyt kwaśna; czuć truskawkę, nie czuć agrestu
Smak na zimno: 5/10 – na zimno smakuje jak wszystkie inne herbaty owocowe


Ocena ogólna: 6/10

sobota, 7 października 2017

[028] King's Crown: Mango-Lassi-Chai


(kliknij żeby powiększyć)

Dzień dobry,

            Przede mną stanęło dziś w kubku prawdziwe wyzwanie, zaczynające się już od nazwy. Nie mam pomysłu na skatalogowanie smaków, bo nie dało się przetłumaczyć z niemieckiego nazwy, która jest na opakowaniu. Wyczytałam w Internecie, że Mango Lassi Chai to indyjski koktajl jogurtowy z przyprawami. Jeśli chodzi o napój z torebki to podobno można do niego dodać mleka, ale ja tego nie zrobiłam, bo herbata z mlekiem o smaku jogurtowego koktajlu mangowego z przyprawami brzmi bardzo źle. Szkoda, że na opakowaniu nie ma nic na temat parzenia, oprócz informacji, że torebkę należy trzymać w wodzie od pięciu do sześciu minut. Zalałam więc wrzątkiem i moczyłam torebkę sześć minut.

            Herbata jeszcze przed zalaniem bardzo mocno i dosyć słodko pachnie, ale trudno mi było rozpoznać ten zapach. Pachnie po prostu słodyczą, może czuć lekko karmel, gdy się człowiek mocniej skupi, ale ani mango ani korzennych przypraw ani jogurtu nie wyczułam. Może coś by uległo zmianie po dolaniu mleka, ale na opakowaniu nie ma o tym mowy, więc może lepiej jednak nie gdybać i nie brać tego pod uwagę.

            W smaku herbata jest dość rozczarowująca. Nie czuć mango, nie czuć jogurtu, czuć tylko lekki, a raczej lekko tępy, posmak cynamonu, który też nie jest jakiś wspaniały. To jedna z tych nijakich herbat, na które moim zdaniem szkoda czasu i pieniędzy. Są lepsze tej firmy, zdecydowanie...


Podsumowując: na pewno nie kupię ponownie.
Opakowanie: 4/10 – saszetka papierowa, z instrukcją tylko po niemiecku
Cena: 8/10 – 4.99, w pudełku jest 25 saszetek, czyli 20 gr za sztukę
Zapach: 6/10 – bardzo intensywny, ale średnio ładny
Smak na ciepło: 6/10 – nie czuć właściwie żadnego z wymienionych
Smak na zimno: 6/10 – bez zmian na lepsze


Ocena ogólna: 6/10

niedziela, 17 września 2017

[020] Herbarium: Zdrowe gardło


(kliknij żeby powiększyć)


Dobry wieczór;

            Dawno mnie nie było, bo zaczęłam nową pracę i tak wiele się działo przez te dwa tygodnie, że nie miałam siły na nic poza odsypianiem. Dzisiaj postanowiłam jednak coś napisać, bo od piątku jestem straszliwie chora, a jutro mimo to muszę iść do pracy. Mam w swoich herbacianych zbiorach przezroczystą saszetkę z herbatą, która na zawieszce ma napisane „zdrowe gardło” zamiast smaku. Gardło mnie boli najbardziej, więc oby napis był proroczy… ;)

            Niestety dostałam jedną saszetkę w prezencie bez żadnych dodatkowych informacji. Mam wielką nadzieję, że to się pije a nie na przykład używa tego do płukania gardła, bo wszystko wypiłam… Nie znam też czasu parzenia, więc zalałam torebkę wrzątkiem i trzymałam w kubku dziesięć minut. Przed zaparzeniem torebka nie pachniała (albo nie czułam przez zatkany nos), natomiast po zaparzeniu płyn w kubku pachniał jak syrop… Nie mam bladego pojęcia co jest w składzie, ale pachnie naprawdę ładnie – jak jeden z nielicznych syropów, które były smaczne… Jeżeli natomiast chodzi o smak, to w smaku nie czułam nic, mimo że torebka długo siedziała w kubku. Może to i lepiej, bo zawsze mógł to być smak czosnku z cebulą, prawda? ;)

            Tym razem ocena będzie dość średnia, bo ani nie czuję dobrze smaku przez chorobę, ani nie zamierzam czekać aż napar wystygnie, bo wszystko co na chorobę najlepiej działa na ciepło (poza kompresami na gorączkę), ale nie wyobrażam sobie, żeby pić lecznicze rzeczy będąc zdrowym, więc może to celowy zabieg twórców mieszanki?

            W czasie picia nie czułam tej okropnej suchości w gardle, ale to chyba nie zasługa herbaty, bo woda z miodem działa dokładnie tak samo. Po wypiciu natomiast w gardle zrobiło mi się bardzo sucho i trochę ciężej mi się przełyka niż po wypiciu kubka wody z miodem. Na razie przydzielę ostrożną ocenę – gdyby się natomiast okazało jutro rano, że cudownie wyzdrowiałam, to na pewno skoryguję swoje spostrzeżenia w formie nowej oceny :) Na razie wolę jednak wodę z miodem niż tę herbatę.

            Jak wam się podoba nowa forma zdjęć? Postanowiłam zrezygnować z innych ujęć, bo tak naprawdę większość tych herbat i torebek po wyjęciu z kubka wygląda tak samo. Zdecydowałam się na zostawienie samych frontów. Może być? ;)

            Powiem wam jeszcze na do widzenia, że nie mogę się już doczekać konkursu jubileuszowego – zaczęłam już nawet gromadzić nagrody, mimo że do konkursu brakuje mi jeszcze osiemdziesięciu recenzji… :)

            Ok, pozdrawiam serdecznie i wracam do łóżka!

             
Podsumowując: raczej nie kupię ponownie.
Opakowanie: 7/10 – saszetki, ale przezroczyste, więc nie ma żadnych informacji
Cena: 9/10 – 2 zł, w pudełku jest 10 sztuk, więc 20 gr za sztukę
Zapach: 8/10 – ładny
Smak na ciepło: 5/10 – w chorobie nie czuć żadnego
Smak na zimno: 5/10 – zakładam, że nic się nie zmienia

Ocena ogólna: 6/10

piątek, 1 września 2017

[018] Lipton: Owoce tropikalne


(kliknij żeby powiększyć)


Dzień dobry!

            Dzisiaj ponownie Lipton bez saszetek, ale gdy zobaczyłam herbatę o smaku tropikalnym (z narysowanym na pudełku ananasem) to nie mogłam się oprzeć. Trochę się rozczarowałam, gdy przeczytałam, że te tropikalne owoce w składzie to tylko ananas i grejpfrut, ale i tak wzięłam.

            Herbata przed zaparzeniem pachnie mocno skórką grejpfruta, za to po zalaniu wodą pachnie mocno ananasem, czyli dobrze. Tym razem wiem ile się powinno parzyć (poprzednim razem strzeliłam źle z tego co teraz widzę i trzymałam w wodzie prawie dwa razy dłużej niż powinnam) – od dwóch do trzech minut we wrzątku. Torebka w moim kubku spędziła trzy minuty. Po wyjęciu jej zauważyłam, że w środku widać jasne elementy – to pewnie znowu owoce. Następnym razem chyba po prostu rozerwę bibułkową piramidkę i wyjmę z niej te kawałki, a później spróbuję, żeby sprawdzić czy to naprawdę owoce.

            Jeżeli chodzi o smak, to znowu czuć gorycz, tak samo jak w przypadku poprzedniej piramidki. Znowu dosypałam trochę cukru i gorycz znikła. Posmak ananasa został, więc jest fajnie, ale to tylko ananas, a nie owoce tropikalne i czuć ten smak tylko gdy herbata jest gorąca. Im bardziej stygnie tym słabiej czuć ananasa. Grejpfruta nie czuć wcale. Pod względem smaku poprzednia herbata tego rodzaju była lepsza, bo smak był jednak bardziej intensywny i bardziej długotrwały. Przy tej niewiele go czuć tak naprawdę, a jak już czuć, to przez chwilę.


             
Podsumowując: raczej kupię ponownie.
Opakowanie: 3/10 – pudełko z torebkami leżącymi luzem, czyli bez saszetek
Cena: 6/10 – 7.49, w pudełku jest 25 saszetek, czyli 38 gr za sztukę
Zapach: 6/10 – ładny, ale tylko częściowo zgodny z zapowiedzią
Smak na ciepło: 7/10 – dobry, ale dopiero po posłodzeniu
Smak na zimno: 4/10 – po wystygnięciu przebija się odrobina goryczy


Ocena ogólna: 6/10

sobota, 26 sierpnia 2017

[016] Teekanne: Granat


(kliknij żeby powiększyć)

Dobry wieczór

            Pozbywam się nadal złych opakowań, więc sięgnęłam dzisiaj znowu po Teekanne – poprzednim razem sznurek był przyklejony do torebki, więc torebka się rozerwała przy odklejaniu sznurka i wszędzie pływały okropne fusy. To samo było z wyrywaniem kartonika (a raczej papieru) z części opakowania, ponieważ ta firma chce być sprytna i oszczędna i zamiast dołożyć kartonik, do którego przypięty jest sznurek – sznurek przyczepili do opakowania i ten prostokąt trzeba sobie wyrwać z saszetki.

            Spodziewałam się, że tym razem będzie taki sam kłopot, ale prędzej czy później i tak nadeszłaby kolej tej herbaty, więc uznałam, że lepiej prędzej niż później, bo opakowanie znowu jest papierowe, czyli zawartość szybciej wywietrzeje niż w foliowym i zgrzanym.

            Tym razem jednak okazało się, że było pod względem opakowania o wiele lepiej niż ostatnio – sznurek nie był przyklejony do torebki, więc bibułka się nie podarła, a wyrwanie kartonika z opakowania nie stanowiło wobec tego żadnego problemu.

            Herbata już przed zaparzeniem cudownie pachniała, a po zalaniu jej wodą – zapach był jeszcze lepszy. Piłam kiedyś czerwone wino z granatu, było całkiem dobre a pachniało zupełnie tak samo jak ta herbata. Jeżeli chodzi o smak herbaty, to na gorąco jest bardzo kwaśna – i to jest taki kwasek jak cytrynowy, a nie jak z kwaśnego granatu. Dosypałam sporo cukru, żeby się tego pozbyć, ale wtedy smak zrobił się trochę mdły, mimo że dosypywałam niewielkimi porcjami i próbowałam po każdym rozpuszczeniu się. Innymi słowy: granica między „bardzo kwaśna” a „mdła” jest tutaj cieniutka.

            Podsumowując: smak nie jest zły, ale znowu nie jest też na tyle dobry, żebym tę herbatę kupiła ponownie dla siebie albo dla gości, którzy czasem mnie odwiedzają. Jest przeciętny – można wypić raz, ale żeby do niego wracać to raczej nie. Cieszę się, że spróbowałam, ale nie jestem nią zachwycona :)



Podsumowując: raczej nie kupię ponownie.
Opakowanie: 2/10 – papierowe, bez oddzielnego kartonika
Cena: 8/10 – 5.60, w pudełku jest 20 saszetek, czyli 28 gr za sztukę
Zapach: 8/10 – bardzo intensywny i ładny
Smak na ciepło: 5/10 – nie jest zły, ale zachwycający też nie
Smak na zimno: 5/10 – właściwie bez zmian


Ocena ogólna: 6/10

sobota, 19 sierpnia 2017

[011] Bifix: Aronia + acai


(kliknij żeby powiększyć)


Dobry wieczór!

            Miałam dla żartu przetestować dzisiaj placki ziemniaczane instant, ale uznałam, że lepiej jednak trzymać się głównego tematu… ;)

            Herbata dzisiaj do kolacji, więc starałam się wybrać jakąś niesłodką i w miarę możliwości neutralną – czyli nie gorzką i nie całkiem „czystą” oraz nie jabłkowo-cynamonowo-wiśniowo-owocową. Padło na aronię i acai w nadziei, że wpasują się w aktualną potrzebę. Jagód acai nigdy nie jadłam, aronii kiedyś próbowałam ale już nie pamiętam jak smakuje, więc smak tej herbaty był dla mnie właściwie zupełną niespodzianką. Pamiętałam tylko, że to owoce mniej intensywne niż maliny.

            Tę torebkę należy zalać wrzątkiem i trzymać w kubku od trzech do pięciu minut – ja jak zwykle trzymałam aż do górnej granicy, czyli pięć minut. W ogóle dopiero gdy zaczęłam szukać ceny całej paczki herbaty to dowiedziałam się, że firma nie nazywa się Biofix, co sugerowałby napis na saszetce, a Bifix. Po co więc tam w nazwie to prawie pełne jabłko imitujące „o”? Nie mam pojęcia, ale wygląda na to, że całe życie żyłam w błędzie… ;)

            Wracając do herbaty… Po wyjęciu torebki płyn pachnie lekko jagodami, ale przeważający zapach to zapach łudząco podobny do spalenizny. O dziwo nie jest on nieprzyjemny. Gdyby nie to, że umiem i lubię gotować, byłabym skłonna pomyśleć, że przypalenie wody na herbatę naprawdę jest możliwe… :D Smak jest podobny do zapachu – jeśli ktoś z was jadł kiedyś pieczone w ognisku ziemniaki, to na pewno pamięta smak zwęglonej skórki – ten popiołowy posmak jest bardzo podobny do tamtego, tylko delikatniejszy. Swoją drogą – ciekawe czy skoro istnieją lody o smaku ośmiornicy z solą, to istnieje też herbata o smaku na przykład pieczonych w ognisku ziemniaków… Jeśli macie, albo wiecie gdzie kupić – chętnie przyjmę torebkę albo namiary!

            Herbata oprócz tego, że lekko smakuje popiołem, to dodatkowo ma w sobie lekko wyczuwalny, kwaskowy posmak. Samych owoców nie czuć zbyt mocno, ale nawet gdybym nie wiedziała, że to jagody acai i aronia, to jagody bym wyczuła. Bardziej po zapachu niż w smaku, ale wyczułabym.

            Ta herbata owocowa nie należy do kategorii idealnych do słodkich, albo owocowych deserów, ale do twarożku z rzodkiewką jest w sam raz. Polecam, choć nie jest to może must have :) 

             
Podsumowując: raczej kupię ponownie.
Opakowanie: 8/10 – foliowe, zgrzane, szczelne
Cena: 7/10 – 5.34, w pudełku jest 20 saszetek, czyli 27 gr za sztukę
Zapach: 6/10 – bardzo delikatny
Smak na ciepło: 6/10 – ciekawy, ale mało intensywny
Smak na zimno: 6/10 – bez zmian

Ocena ogólna: 6/10



wtorek, 15 sierpnia 2017

[010] Teekanne: Magic apple


(kliknij żeby powiększyć)

Dzień dobry!


            Dzisiaj co prawda nie niedziela, ale czuję się tak, jakby niedziela była, a skoro mam wolny dzień i nic do sprzątania, to czemu by go nie wykorzystać na uczczenie pierwszej miesięcznicy na blogu? Tak! Dzisiaj recenzja dziesiąta a dodatkowo pierwsza miesięcznica. Te małe jubileusze aż proszą o swoje własne małe podsumowania, więc do dzieła! Konkursu z nagrodami jeszcze nie będzie – wymyślę coś ciekawego i przy okazji setnej recenzji albo pierwszej rocznicy zrobimy konkurs z nagrodami, a na razie statystyki!


Przez miesiąc nazbierałam:
- 10 recenzji
- 5 wpisów na inne tematy
- 32 komentarze
- 550 wyświetleń
- 1 stałą czytelniczkę (pozdrawiam :D)
Dziękuję!


            Przechodząc do recenzji: dzisiaj herbata, której smak opisany jest na opakowaniu jako magiczne jabłko. Nie wiem co musi robić jabłko, żeby zostało nazwane magicznym, więc spodziewałam się naprawdę wszystkiego. Po wyjęciu z opakowania prawie nie było czuć zapachu, więc w niczym to nie pomogło. Gdy spróbowałam herbaty, okazało się, że nie smakuje jak zwykłe jabłko – ten smak bardziej pasował mi do jabłkowej gumy do żucia. Nie czuć cynamonu, który jest narysowany na saszetce, ale czuć kwasek – zupełnie taki sam, jaki miały metrowe listki gumy zawijane na plastikową rolkę. To jest dokładnie ten sam smak. Jest na pewno ciekawy, bo nie spotkałam takiego wcześniej, ale czy mi smakuje, to nie mogę jednoznacznie stwierdzić – chyba jednak nie jestem jego fanką.


            Opakowanie jest okropne – papierowe, a w dodatku znowu bibułka była przyklejona do saszetki, więc przy wyjmowaniu oczywiście znowu się podarła. Znowu w kubku pływało mnóstwo obrzydliwych fusów. Obrzydliwych i w dodatku zbyt małych, żeby sitko dało radę je wyłowić. Okropność. Jedyne co jest dobre w tym opakowaniu to to, że na odwrocie znajduje się obrazkowa i bardzo precyzyjna instrukcja parzenia – tę konkretną herbatę należy parzyć osiem minut w stu stopniach.
           

            Sama nie wiem jak ocenić tę herbatę, bo nie jest zła, ale tak dobra, żeby ją polecić chyba też nie jest. Jest odrobinę lepsza niż przeciętne, ale nie na tyle, żeby ją kupować i podawać gościom – no i opakowanie jest koszmarne.



Podsumowując: raczej nie kupię ponownie.
Opakowanie: 1/10 – papierowe, z drącą się bibułką
Cena: 8/10 – 5.60, w pudełku jest 20 saszetek, czyli 28 gr za sztukę
Zapach: 6/10 – lekko czuć jabłko
Smak na ciepło: 6/10 – ciekawy, ale nie w moim guście
Smak na zimno: 6/10 – właściwie bez zmian


Ocena ogólna: 6/10