Pokazywanie postów oznaczonych etykietą  Lipton. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą  Lipton. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 maja 2018

[055] Lipton: Gruszka + czekolada





Dzień dobry!

            Dawno nie było recenzji, ponieważ komputer zakończył swój żywot – reanimacja i stabilizacja trochę trwają. Jeszcze nie jest całkiem dobrze, ale już wiemy co mu dolega, więc ufam, że będzie tylko lepiej…

            Dzisiaj w kubku coś, na co zawsze mam ochotę w niedzielę po południu, czyli słodycze – zawsze to lepiej napić się herbaty o smaku ciasta niż zjeść ciasto, prawda? ;) No właśnie. Tym razem wybór padł na gruszkę w czekoladzie chyba dlatego, że pudełko było najbliżej… Herbatę tę należy zalać wrzątkiem i trzymać w kubku od dwóch do trzech minut – ja, jak zwykle zresztą, trzymałam przez trzy.

            W pudełku znajdują się piramidki z herbatą, które pachną intensywnie gruszkami już po uchyleniu wieczka. Zapach jest bardzo ładny i bardzo naturalny, i wzmaga się po zalaniu torebki wodą. Nie udało mi się wyczuć czekolady, za to pierwsze co mi przyszło na myśl po zaciągnięciu się zapachem, to owoce pieczone z kruszonką i cukrem pudrem – ta herbata pachnie dokładnie tak, jak jesienne gruszki kruszonką…

            Smakiem byłam mile zaskoczona, ponieważ jest bardzo podobny do zapachu. Intensywnie czuć gruszki i tę taką waniliową kruszonkę, którą moja mama dodaje do zapiekanych jabłek. Nie czuć niestety obiecanej czekolady, ale skoro herbata jest smaczna, to nie jest to dla mnie aż takim wielkim problemem.

           
             
Podsumowując: raczej kupię ponownie.
Opakowanie: 3/10 – pudełko z torebkami leżącymi luzem, czyli bez saszetek
Cena: 8/10 – 6.99, w pudełku jest 25 saszetek, czyli 28 gr za sztukę
Zapach: 7/10 – ładny, ale tylko częściowo zgodny z zapowiedzią
Smak na ciepło: 7/10 – dobry, ale też tylko częściowo zgodny z opisem
Smak na zimno: 7/10 – bez zmian

Ocena ogólna: 7/10

niedziela, 4 lutego 2018

[50] Lipton: Mango + brzoskwinia (-> konkurs!)


(kliknij żeby powiększyć)

Dzień dobry!

            Nadszedł wreszcie ten moment, w którym mogę opublikować pięćdziesiątą recenzję na blogu. Długo myślałam o tym jaką herbatę wybrać na dzisiaj i w końcu zdecydowałam się na mangowo-brzoskwiniową, bo oba te owoce lubię, ale zanim recenzja, to najpierw przypominam, że z tej ogromnej okazji będzie KONKURS. Szczegóły są na końcu wpisu, więc dotrwajcie do ostatnich zdań!

            Okej, herbata jest czarna, w większej saszetce niż zwykle, bo to piramidka a nie zwykła torebka. Z doświadczenia wiem, że w piramidkach jest smaczniejsza, więc mimo że tym razem tylko aromatyzowana owocami, to miałam nadzieję, że nie będę żałowała wyboru. Torebkę należało zalać wrzątkiem i trzymać ją w nim od dwóch do trzech minut – ja trzymałam trzy. Wadą opakowania jest to, że sznurek z kartonikiem znowu jest przyklejony do bibułki, przez co trzeba bardzo uważać, żeby jej nie rozedrzeć przy rozklejaniu, ale mnie się tym razem udało nic nie rozerwać, więc na szczęście obyło się bez fusów w kubku.

            Po zalaniu herbaty wodą rozszedł się cudowny, owocowy zapach. Dokładnie taki jak z herbacianego napoju o smaku brzoskwiniowym – wspominałam tu kiedyś o cytrynowym i o tym, że uwielbiam ich zapachy i smak tego brzoskwiniowego, mimo że to w plastikowej butelce i nie herbata, tylko napój herbaciany. Tym razem miałam herbatę, która pachniała tak samo świetnie – latem i soczystymi owocami.

            Szczerze powiem, że znowu – tak jak w przypadku ananasowej herbaty z jednej z wcześniejszych recenzji – bałam się spróbować, bo miałam bardzo duże oczekiwania (ze względu na zapach) i bardzo duże nadzieje (ze względu na jubileuszową notkę na stronie). Na szczęście (chyba intuicja mnie jednak nie zawodzi) herbata okazała się bardzo dobra. Nie będzie może moją ulubioną, ale jest naprawdę dobra. W smaku nie jest gorzka jak czysta czarna (ciekawe czy to aromaty zniwelowały gorycz), czuć nawet delikatnie mango (choć to pewnie przez zapach, skoro nie ma go w składzie), a ponieważ ja najbardziej nie lubię w herbatach tego, że albo są piekielnie gorzkie albo bardzo czuć w nich kwasek cytrynowy, to ta jest jedną z lepszych, które piłam.
Znam i czasem stosuję sztuczkę z cukrem, więc dosypałam trochę i tym razem, żeby sprawdzić, czy owoce będą wtedy intensywniejsze i okazało się, że to jedna z tych herbat, bo tak się stało. Ogólnie więc jest bardzo dobrze i z czystym sumieniem polecam spróbować :)

            Tym razem nie będę przedłużać, bo wiem, że większość z was wpadła tu ze względu na konkurs, więc oto odsyłacz do notki na blogu, w której są wypisane zasady i wszystkie szczegóły. Zapraszam! -> KLIK <-



Podsumowując: na pewno kupię ponownie.
Opakowanie: 8/10 – podłużne pudełko z dużymi saszetkami
Cena: 5/10 – 12.00 zł, w pudełku jest 25 saszetek, czyli 48 gr za sztukę
Zapach: 9/10 – intensywny, bardzo ładny i owocowy
Smak na ciepło: 8/10 – niezbyt intensywny, ale dobry
Smak na zimno: 8/10 – bez zmian


Ocena ogólna: 8/10

niedziela, 14 stycznia 2018

[044] Lipton: Granat


(kliknij żeby powiększyć)


a imię jego Czterdzieści i Cztery…


Dzień dobry,

            Dzisiaj w kubku coś lżejszego – chyba najlżejszego ze wszystkich dostępnych możliwości, bo jest to biała herbata z dodatkiem owoców granatu. Należało ją zalać wodą o temperaturze dziewięćdziesięciu stopni (dużo jak na białą, prawda?) i trzymać w kubku od dwóch do trzech minut. Ja trzymałam oczywiście trzy. Białej herbaty jeszcze nie piłam - raz zdarzyła się mieszanka białej i zielonej, ale sama biała gości u mnie pierwszy raz. Mam gdzieś w kolejce jeszcze bardziej "czystą" białą herbatę, bo bez dodatku owoców, ale to może innym razem. Tym razem owocowa.

            Herbata przed zaparzeniem nie pachnie niczym szczególnym, za to po zaparzeniu pachnie dosyć mocno owocami. Nie jest to taki naturalny zapach, jaki pamiętam z czasów jedzenia granatów, ale jednak jest. Dostałam tylko jedną piramidkę, więc nie wiem czy w składzie jest granat, ale jeżeli jest, to rzeczywiście go czuć, a jeśli nie, to… Mają widać zdolnych naukowców w laboratoriach ;)

            Smak jest całkiem niezły, choć trochę czuć gorycz. Gorzkawy posmak granatu jest wyczuwalny nie tylko w zapachu, więc to całkiem duży plus, bo ostatnio trafiały mi się same kiepskie w smaku herbaty. Nie jest to smak jakiś bardzo zachęcający, mnie przynajmniej niezbyt smakuje, choć granaty lubiłam. Dosypałam odrobinę cukru, ale to nic nie zmieniło – nadal czuć lekko gorzkawy posmak.

            Herbata ogólnie średnio mi smakowała, być może przez specyficzny smak tego granatu, ale ma ona swoje zalety. Przede wszystkim nie jest to tylko herbata z zapachem owoców… Ponadto smak jest tak samo wyrazisty na ciepło jak na zimno, co też niezbyt często się zdarzało w mojej recenzjowej karierze… Dla mnie akurat nie jest to coś, co chciałabym powtórzyć, ale jeśli ktoś jest wielkim fanem granatów w każdej postaci, to pewnie będzie zadowolony.
           
             
Podsumowując: raczej nie kupię ponownie.
Opakowanie: 3/10 – pudełko z torebkami bez saszetek
Cena: 3/10 – 7.49 zł, w pudełku jest 25 torebek, czyli 38 gr za sztukę
Zapach: 7/10 – wyraźny, ale lekko sztuczny
Smak na ciepło: 6/10 – gorzkawy ale wyraźny
Smak na zimno: 6/10 – bez zmian


Ocena ogólna: 6/10

sobota, 14 października 2017

[030] Lipton: Jagodowa babeczka


(kliknij żeby powiększyć)

Dobry wieczór,

            Wreszcie udało mi się zdobyć drugą z babeczkowo-owocowych smaków Liptona, więc kolejna pozycja z moich poszukiwanych herbat odhaczona.

            Pamiętam poprzednią – była z tej samej serii, ale ta jest czarna (poprzednia była zielona). Parzy się ją tak samo, bo we wrzątku od dwóch do trzech minut, ale efekt jest dużo gorszy niż poprzednio.

            Herbata bardzo ładnie pachnie po zalaniu wodą – naprawdę czuć świeżo pieczone ciasto i jagody – ale na tym się właściwie kończą jej zalety, bo w smaku przypomina raczej mocno zużytą owocową gumę do żucia. Bardzo się zawiodłam, bo poprzednia (truskawkowa) była naprawdę bardzo dobra… Dodatkowo jeszcze czuć w tej herbacie gorycz – nie aż tak intensywną jak zwykle przy okazji picia czarnej herbaty (dodatki to pewnie złagodziły), ale jednak czuć, więc raczej nie będę jej pić ponownie.

            Dzisiaj krótka recenzja, bo właściwie nie ma o czym mówić – herbata smakuje jak przeżuta guma do żucia, jest gorzkawa i słodzenie w niczym nie pomaga. Jeśli ktoś chce alternatywy dla świeczki zapachowej, to można kupować i parzyć, ale do picia raczej nie polecam – zwłaszcza, że jest droga :)


             
Podsumowując: na pewno nie kupię ponownie.
Opakowanie: 3/10 – pudełko z torebkami leżącymi luzem, czyli bez saszetek
Cena: 5/10 – 7.99, w pudełku jest 20 torebek, czyli 40 gr za sztukę
Zapach: 7/10 – ładny, zgodny z opisem z pudełka
Smak na ciepło: 4/10 – kiepski, niezgodny z opisem
Smak na zimno: 4/10 – bez zmian

Ocena ogólna: 5/10


piątek, 1 września 2017

[018] Lipton: Owoce tropikalne


(kliknij żeby powiększyć)


Dzień dobry!

            Dzisiaj ponownie Lipton bez saszetek, ale gdy zobaczyłam herbatę o smaku tropikalnym (z narysowanym na pudełku ananasem) to nie mogłam się oprzeć. Trochę się rozczarowałam, gdy przeczytałam, że te tropikalne owoce w składzie to tylko ananas i grejpfrut, ale i tak wzięłam.

            Herbata przed zaparzeniem pachnie mocno skórką grejpfruta, za to po zalaniu wodą pachnie mocno ananasem, czyli dobrze. Tym razem wiem ile się powinno parzyć (poprzednim razem strzeliłam źle z tego co teraz widzę i trzymałam w wodzie prawie dwa razy dłużej niż powinnam) – od dwóch do trzech minut we wrzątku. Torebka w moim kubku spędziła trzy minuty. Po wyjęciu jej zauważyłam, że w środku widać jasne elementy – to pewnie znowu owoce. Następnym razem chyba po prostu rozerwę bibułkową piramidkę i wyjmę z niej te kawałki, a później spróbuję, żeby sprawdzić czy to naprawdę owoce.

            Jeżeli chodzi o smak, to znowu czuć gorycz, tak samo jak w przypadku poprzedniej piramidki. Znowu dosypałam trochę cukru i gorycz znikła. Posmak ananasa został, więc jest fajnie, ale to tylko ananas, a nie owoce tropikalne i czuć ten smak tylko gdy herbata jest gorąca. Im bardziej stygnie tym słabiej czuć ananasa. Grejpfruta nie czuć wcale. Pod względem smaku poprzednia herbata tego rodzaju była lepsza, bo smak był jednak bardziej intensywny i bardziej długotrwały. Przy tej niewiele go czuć tak naprawdę, a jak już czuć, to przez chwilę.


             
Podsumowując: raczej kupię ponownie.
Opakowanie: 3/10 – pudełko z torebkami leżącymi luzem, czyli bez saszetek
Cena: 6/10 – 7.49, w pudełku jest 25 saszetek, czyli 38 gr za sztukę
Zapach: 6/10 – ładny, ale tylko częściowo zgodny z zapowiedzią
Smak na ciepło: 7/10 – dobry, ale dopiero po posłodzeniu
Smak na zimno: 4/10 – po wystygnięciu przebija się odrobina goryczy


Ocena ogólna: 6/10

środa, 23 sierpnia 2017

[014] Lipton: Truskawkowa babeczka


(kliknij żeby powiększyć)


Dzień dobry!

            Dzisiaj przez cały dzień robiłam przetwory na zimę – uwielbiam to zajęcie. To moja ulubiona część każdego lata. Ostatnie butelki soku pomidorowego się pasteryzują, kuchnia znowu lśni czystością, więc czas na herbatę, po którą ostatnio sięgam częściej niż kiedykolwiek.

            Dzisiaj padło na piramidkę Lipton, która przyszła do mnie pocztą (dziękuję!). Nie było oryginalnej saszetki ani innego opakowania, ale na dołączonej karteczce znalazłam informację, że to zielona herbata o smaku truskawkowej babeczki. Brzmiało zachęcająco, poza tym bałam się o jej smak, bo czeka na swoją kolej już jakiś czas, więc dzisiaj wreszcie wrzuciłam ją do kubka i zalałam wrzątkiem. No właśnie – nie było żadnej informacji o tym ile należy parzyć tę torebkę i jak gorącą wodą należy ją zalać, więc zalałam wrzątkiem i trzymałam w kubku przez pięć minut. Jeśli ktoś ma tę herbatę w domu, to dajcie mi znać, czy udało mi się trafić w czas i temperaturę podaną na opakowaniu.

            Gdy szukałam ceny tej herbaty, to zauważyłam, że z tej samej serii jest jeszcze herbata o smaku jagodowej babeczki oraz herbata o smaku wanilii z karmelem. Jeżeli ktoś takie ma, to niech się odezwie – chętnie je wymienię na coś z moich zbiorów! :)

            A teraz przejdźmy do najkrótszej, ale najważniejszej części tej notki, czyli do recenzji.

            Herbata przed zalaniem wodą pachniała bardzo ładnie, ale jak lody truskawkowe, albo te biało-różowe cukierki śmietankowo-truskawkowe do ssania. Po zalaniu wodą zapach zrobił się trochę mdły, ale wciąż rozpoznawalny.

Nie wiem czy to wina mojego nieumiejętnego parzenia na wyczucie czy wina herbaty, ale była w smaku potwornie gorzka i w dodatku z posmakiem gumy do żucia. Nie krępowałam się jednak i dosypałam całą łyżeczkę cukru. Gorycz zniknęła, posmak gumy do żucia zniknął, główny smak truskawek z dodatkami został, więc nie jest źle. Najbardziej nie lubię w herbatach tego, że właśnie albo są okropnie gorzkie, albo gdy dosypie się cukru – okropnie słodkie. Ta ma cechę, którą lubię, czyli po dosypaniu cukru nie zrobiła się słodka. Smak cukru nie przysłonił smaku truskawkowej babeczki – sprawił tylko, że zniknęła gorycz. Za to duży plus.

Trochę jestem zaskoczona (pozytywnie!), bo mimo, że torebka leżała kilka tygodni w papierowym opakowaniu ręcznej roboty (ślicznym – ponownie dziękuję!) to nie wywietrzał ani zapach, ani smak. Obawiałam się, że nic z niego nie zostanie, albo że ta herbata przejęła wszystko od czekoladowej herbaty, którą też dostałam bez opakowania, a która nawet po owinięciu przeze mnie w folię nadal mocno pachnie, a nic takiego się nie stało.

Jeśli pozostałe dwie z tej serii są tak samo dobre, to chyba poważnie pomyślę o kupieniu Liptona dla gości. To już druga ich herbata, którą piłam i obie były bardzo dobre. Poprzednia miała tę zaletę że nie była gorzka, więc nie trzeba jej było słodzić. Tę niestety posłodzić musiałam, ale mimo to smak pozostał.

Mam słabość do ładnie wyglądających rzeczy. Lubię na nie patrzeć i ich używać – jedzenie z ładnego talerza i herbata z ładnego kubka smakują mi bardziej, niż to samo podane na przykład na białej porcelanie. Mam też bardzo dużą słabość do słojów ozdobnych. Trzymam w nich ładne makarony (penne, farfalle i fusilli), kawę w ziarnach i parę innych rzeczy. Ta herbata w piramidkach doskonale nadaje się do kolejnego słoja ozdobnego, bo mimo, że nie ma szczelnych saszetek, to ma szanse przetrwać bez nich dłuższy czas bez straty smaku albo zapachu – w słoiku z uszczelką szanse są naprawdę duże, a ponieważ kształt jest ładny, kartonik też – mogą się stać również częścią dekoracji.


             
Podsumowując: raczej kupię ponownie.
Opakowanie: 3/10 – pudełko z torebkami leżącymi luzem, czyli bez saszetek
Cena: 8/10 – 6.99, w pudełku jest 25 saszetek, czyli 28 gr za sztukę
Zapach: 7/10 – ładny, ale tylko częściowo zgodny z zapowiedzią
Smak na ciepło: 7/10 – dobry, ale dopiero po posłodzeniu
Smak na zimno: 6/10 – po wystygnięciu przebija się odrobina goryczy


Ocena ogólna: 7/10

czwartek, 3 sierpnia 2017

[005] Lipton: Owoce cytrusowe


(kliknij żeby powiększyć)

Dzień dobry!

           
            Mamy upalny dzień, więc trochę wbrew sobie, ale jednak sięgnęłam po herbatę. Wybrałam zieloną, bo wyczytałam, że najlepsza na upały jest właśnie zielona i to o dziwo nie zimna, tylko ciepła. Kłóci się to z logiką, którą znam i moim pojmowaniem świata (bo jak gorący płyn może cokolwiek ochłodzić), ale sprawdzę. Wypatrzyłam w sklepie herbatę cytrusową (uwielbiam cytrusy) i w dodatku na opakowaniu miała napisane, że jest bez goryczki (której z kolei bardzo nie lubię), więc zdecydowałam się na zakup mimo braku saszetek. Tuż po tym teście sprawdzę drugi wyczytany sposób „parzenia”, czyli po prostu zalanie herbaty zimną wodą i odstawienie do lodówki na parę godzin. Może to będzie największe odkrycie mojego życia? Z tego co widziałam, to jest też w sklepie czarna herbata cytrusowa tej samej firmy. Różni się od tej tylko kolorem i sposobem zapakowania, bo czarna jest w piramidkach a zielona (jak widać) w zwykłych „płaskich” torebkach. Mam nadzieję, że będę miała okazję spróbować też tej drugiej i porównać obie, ale ponieważ mam na razie całą półkę herbat, to nie wiem, czy powinnam dokupować nowe…


            W tekturowym opakowaniu znajduje się dwadzieścia pięć torebek z herbatą, niestety zapakowane są bez saszetek, więc pewnie szybko wywietrzeją, skoro już rozpakowałam pudełko z folii, którą było owinięte. To spory minus jeśli chodzi o opakowanie, bo o wiele bardziej podobają mi się małe saszetki, które można luzem wrzucić do słoja, niż pudełka z niehermetycznie zamkniętymi torebkami, które stoi i otula zapachem wszystko w pobliżu. 
(Na marginesie: kolor jest niepokojący – herbata po przelaniu do woreczka, przygotowanego do chłodzenia, wygląda tak, jakby już raz została wypita…).


            Tę herbatę parzy się bardzo krótko, bo od dwóch do trzech minut, również we wrzątku, jak wszystkie poprzednie. Pachnie świetnie już po wyjęciu z pudełka, a po zalaniu zapach jest tylko trochę słabszy. Na opakowaniu napisane było, że jest to smak cytrusowy, ale narysowana była tylko skórka pomarańczowa i limonka, co wydaje mi się bardziej wiarygodne niż nazwa, bo herbata mocno pachnie limonką. Pomarańczy prawie nie czuć, cytryny, mandarynki i grejpfruta nie czuć wcale. W smaku o dziwo rzeczywiście nie czuć goryczy, co sprawia, że ta herbata ma szanse wskoczyć wysoko na moje podium herbat. Jest w niej jednak coś dziwnego, bo po każdym łyku mam wrażenie strasznej suszy w ustach. Gdy tylko przełykam płyn – robi mi się strasznie sucho, zupełnie tak samo jak wtedy, gdy nie piję przez kilka godzin i jednocześnie wcale się nie odzywam. Dziwne uczucie i wzmaga pragnienie, ale znika po wypłukaniu ust wodą, albo wypiciu kilku łyków wody mineralnej, więc nie jest tragicznie.


            Z zieloną herbatą jest też o tyle niebezpiecznie, że można się od niej uzależnić. I nie mam tu na myśli takiego przyzwyczajenia, które sprawia, że na przykład „nie można się obudzić” póki nie wypije się porannej kawy albo herbaty. Chodzi o prozaiczne uzależnienie żołądka i jelit od wspomagacza w postaci stymulującej herbaty. Jeśli pije się regularnie spore ilości zielonej herbaty i nagle się przestanie – mogą się pojawić problemy żołądkowe. Jeśli z kolei się jej nie odstawi, to też podrażnia żołądek i powoduje dodatkowo inne niedogodności. Nie są to zazwyczaj tak straszne skutki uboczne, żeby ktokolwiek się nad nimi zastanawiał, ale ja odkąd o nich wiem, to tego koloru herbaty unikam podwójnie, choć ze wszystkich kolorów, które piłam do tej pory – ten smakuje mi najbardziej. Może dlatego, że nie czuć goryczy, której nie da się zagłuszyć w czarnej herbacie, ani cementu, który dominuje w czerwonej… Mam jeszcze białą w kolejce (której smak mnie bardzo kusi), więc ostateczny werdykt wydam po białej. Wydaje mi się jednak, że jak zwykle kluczem jest zachowanie umiaru.


Podsumowując: raczej kupię ponownie.
Opakowanie: 3/10 – pudełko, w którym wszystkie torebki leżą luzem (bez saszetek)
Cena: 8/10 – 5.49, w pudełku jest 25 torebek, czyli 22 gr za sztukę
Zapach: 7/10 – pachnie bardzo ładnie, ale tylko limonką
Smak na ciepło: 7/10 – w smaku lekko czuć skórkę pomarańczową
Smak na zimno: 7/10 – smakuje tak samo, pachnie intensywniej

Ocena ogólna: 7/10


Pozdrawiam!