(kliknij żeby powiększyć)
Dzień dobry,
Na
termometrze sześć stopni powyżej zera, więc idąc na cmentarz ubrałam się dość
lekko i… Zmarzłam straszliwie! Gdyby nie śpiewające ptaki i zielona trawa, to
czułabym się jak zimą… :D
Dzisiaj
w kubku drugi świąteczny smak od firmy Westcliff, który też przywędrował do
mnie z Chin około czerwca. Na pierwszy rzut oka widać trzy rzeczy: po pierwsze
torebka wygląda tak samo z wyjątkiem koloru. Po drugie ta torebka jest lżejsza,
bo waży tylko dwa gramy, po trzecie maksymalny czas parzenia jest krótszy.
Według instrukcji tę herbatę należy parzyć od pięciu do sześciu minut –
temperatura znowu nie jest wypisana, więc znowu zalałam wrzątkiem.
Te
ich nazwy są bardzo konkretne, nie ma co… Tym razem jest to „Śnieżna bajka” o
smaku jabłka, cynamonu i migdałów – przynajmniej w teorii.
Dzisiaj
herbata pachnie o wiele lepiej niż wczoraj, ale wciąż niezbyt zachęcająco.
Jeśli pamiętacie gumy do żucia Turbo, to jest to podobny zapach. Już kilka razy
się z nim spotkałam przy okazji testów, więc nie jest chyba niczym niezwykłym w
tych herbatach… Zauważyłam, że w naszych owocowych herbatach dominuje zapach
gumy Turbo i smak kwasku cytrynowego… Znowu nie czuć ani jabłka, ani cynamonu
ani nawet migdałów.
Niestety
ta herbata też nie jest zbyt dobra. Nie jest zupełnie kwaśna (to plus), ale
smakuje zużytą gumą do żucia, więc szału nie ma. Próbowałam ratunku w postaci
cukru, ale tylko pogorszył sprawę, więc nie polecam słodzenia.
Podsumowując: na
pewno nie kupię ponownie.
Opakowanie:
5/10
– pudełko z papierowymi saszetkami
Cena: 8/10 – 4 zł, w pudełku
jest 20 torebek, czyli 20 gr za sztukę
Zapach:
4/10 –
słaby, niezbyt ładny
Smak
na ciepło: 4/10
– niezgodny z opisem i niezbyt dobry
Smak
na zimno: 4/10 –
po wystudzeniu nic się nie zmienia
Ocena
ogólna: 4/10


