Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 08/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 08/10. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 lutego 2018

[50] Lipton: Mango + brzoskwinia (-> konkurs!)


(kliknij żeby powiększyć)

Dzień dobry!

            Nadszedł wreszcie ten moment, w którym mogę opublikować pięćdziesiątą recenzję na blogu. Długo myślałam o tym jaką herbatę wybrać na dzisiaj i w końcu zdecydowałam się na mangowo-brzoskwiniową, bo oba te owoce lubię, ale zanim recenzja, to najpierw przypominam, że z tej ogromnej okazji będzie KONKURS. Szczegóły są na końcu wpisu, więc dotrwajcie do ostatnich zdań!

            Okej, herbata jest czarna, w większej saszetce niż zwykle, bo to piramidka a nie zwykła torebka. Z doświadczenia wiem, że w piramidkach jest smaczniejsza, więc mimo że tym razem tylko aromatyzowana owocami, to miałam nadzieję, że nie będę żałowała wyboru. Torebkę należało zalać wrzątkiem i trzymać ją w nim od dwóch do trzech minut – ja trzymałam trzy. Wadą opakowania jest to, że sznurek z kartonikiem znowu jest przyklejony do bibułki, przez co trzeba bardzo uważać, żeby jej nie rozedrzeć przy rozklejaniu, ale mnie się tym razem udało nic nie rozerwać, więc na szczęście obyło się bez fusów w kubku.

            Po zalaniu herbaty wodą rozszedł się cudowny, owocowy zapach. Dokładnie taki jak z herbacianego napoju o smaku brzoskwiniowym – wspominałam tu kiedyś o cytrynowym i o tym, że uwielbiam ich zapachy i smak tego brzoskwiniowego, mimo że to w plastikowej butelce i nie herbata, tylko napój herbaciany. Tym razem miałam herbatę, która pachniała tak samo świetnie – latem i soczystymi owocami.

            Szczerze powiem, że znowu – tak jak w przypadku ananasowej herbaty z jednej z wcześniejszych recenzji – bałam się spróbować, bo miałam bardzo duże oczekiwania (ze względu na zapach) i bardzo duże nadzieje (ze względu na jubileuszową notkę na stronie). Na szczęście (chyba intuicja mnie jednak nie zawodzi) herbata okazała się bardzo dobra. Nie będzie może moją ulubioną, ale jest naprawdę dobra. W smaku nie jest gorzka jak czysta czarna (ciekawe czy to aromaty zniwelowały gorycz), czuć nawet delikatnie mango (choć to pewnie przez zapach, skoro nie ma go w składzie), a ponieważ ja najbardziej nie lubię w herbatach tego, że albo są piekielnie gorzkie albo bardzo czuć w nich kwasek cytrynowy, to ta jest jedną z lepszych, które piłam.
Znam i czasem stosuję sztuczkę z cukrem, więc dosypałam trochę i tym razem, żeby sprawdzić, czy owoce będą wtedy intensywniejsze i okazało się, że to jedna z tych herbat, bo tak się stało. Ogólnie więc jest bardzo dobrze i z czystym sumieniem polecam spróbować :)

            Tym razem nie będę przedłużać, bo wiem, że większość z was wpadła tu ze względu na konkurs, więc oto odsyłacz do notki na blogu, w której są wypisane zasady i wszystkie szczegóły. Zapraszam! -> KLIK <-



Podsumowując: na pewno kupię ponownie.
Opakowanie: 8/10 – podłużne pudełko z dużymi saszetkami
Cena: 5/10 – 12.00 zł, w pudełku jest 25 saszetek, czyli 48 gr za sztukę
Zapach: 9/10 – intensywny, bardzo ładny i owocowy
Smak na ciepło: 8/10 – niezbyt intensywny, ale dobry
Smak na zimno: 8/10 – bez zmian


Ocena ogólna: 8/10

sobota, 25 listopada 2017

[34] Zylanica: Owoce egzotyczne


(kliknij żeby powiększyć)


Dobry wieczór!

            Kupiłam ostatnio kolejną herbatę – głównie dlatego, że miała bardzo ładne opakowanie (metalową puszkę jak widać z bardzo fajnym spodem wieczka). Sprzedawca powiedział mi, że to herbata w torebkach, na spodzie puszki jest napisane w instrukcji parzenia, że należy torebkę włożyć do kubka i zalać wrzątkiem, a później trzymać w nim od trzech do pięciu minut. Niestety po otwarciu puszki okazało się, że w środku nie ma torebek – herbata jest liściasta, sypana, z kawałkami owoców i suszonymi płatkami, więc pod tym względem jestem bardzo rozczarowana, bo bardzo nie lubię fusów, a nie mam zaparzacza.

            Jeśli zaś chodzi o resztę, to jestem skłonna powiedzieć, że herbata jest niezła. Pachnie fenomenalnie – jak delicje cytrynowe. Herbata jest czarna z dodatkiem kawałków limonki i cytryny oraz płatków nagietka. Pachnie wręcz obłędnie! Niestety nie miałam jak wyjąć liści po pięciu minutach, więc spodziewałam się, że herbata będzie bardzo gorzka i w zasadzie niewiele się pomyliłam. To jest jednak taka gorycz, która znika po dodaniu odrobiny cukru, więc nadal nie jest źle.

            Jeżeli chodzi o smak owoców, to jestem umiarkowanie zadowolona – niby jest, więc to już plus sam z siebie, ale dosyć słabo go czuć na gorąco, bo na gorąco przeważa smak herbaty. Po wystygnięciu owoce są o dziwo bardziej wyczuwalne. Kolejny plus jest taki, że wśród liści herbaty naprawdę widać całe płatki nagietka i dosyć spore kawałki owoców, więc zakładam w takim razie, że ten smak i powalający zapach nie pochodzą z perfum tylko z natury. Dla samego tego zapachu warto było kupić tę herbatę i warto będzie kupić pozostałe z serii – w sumie jest ich pięć i po złożeniu razem składają się na kwiatka. Zamówiłam sobie już komplet na święta, mimo że spodziewam się znowu liści bez torebek, ale dokupię zaparzacz i może jakoś przetrwam. Jeżeli ktoś ma pozostałe smaki z tej serii herbaty w torebkach, to chętnie się wymienię nawet jeśli torebki nie mają saszetek.

            Pudełko ma 100 gramów i kosztuje sporo, bo 18 zł (można też zapłacić 80 zł za komplet – wtedy jest trochę taniej w przeliczeniu na jedną sztukę). Wystarczy na mniej więcej pięćdziesiąt porcji napoju, więc w zasadzie dosyć podobnie do saszetek, które do tej pory testowałam.

           
            Podsumowując: na pewno kupię ponownie.
Opakowanie: 5/10 – szczelne pudełko z herbatą sypaną
Cena: 7/10 – 18 zł za 100 gramów, czyli 36 gr za porcję.
Zapach: 10/10 – bardzo ładny i intensywny
Smak na ciepło: 7/10 – musiałam posłodzić, ale jest dobry,
Smak na zimno: 8/10 – bardziej intensywny niż na ciepło

Ocena ogólna: 8/10

sobota, 23 września 2017

[021] Vitax: Owoce leśne


(kliknij żeby powiększyć)

Dobry wieczór;

            Niestety magiczna herbata z poprzedniej recenzji nie pomogła – nadal jestem chora, ale nie mam już takiego okropnego kataru jak w poprzednim tygodniu – czuję już zapachy! A to znaczy, że czas nadrobić zaległości i napić się nowej herbaty. Już mam dosyć wody z miodem – piję od tygodnia kilka kubków dziennie. Herbata owocowa to miła odmiana po wszechobecnej słodkości.

            Dzisiaj padło ponownie na Vitax – tym razem o smaku owoców leśnych. Na obrazku widać jeżynę, malinę, czarne porzeczki i chyba poziomkę. Truskawki zazwyczaj są większe od malin, a owoc na obrazku od maliny jest mniejszy, więc to chyba jednak nie truskawka a rzeczywiście poziomka.

            Herbatę należy parzyć od 8 do 10 minut we wrzątku – tak zrobiłam. Torebka przed zalaniem wodą pachnie pięknie jeżynami, po zalaniu zapach jest słabszy, ale wciąż ładny i wyczuwalny. W smaku za to herbata jest intensywna – kwaskowa, najbardziej czuć jeżyny i chyba poziomki, o ile nie zasugerowałam się obrazkiem. Truskawek nie czuję wcale, więc możliwe, że tego nie zrobiłam.

            Już raz recenzowałam na tym blogu herbatę o smaku owoców leśnych, więc mam porównanie. Ta herbata jest intensywnie owocowa i przed i po zaparzeniu, ładnie pachnie i zostawia fajny posmak po wypiciu. Całkiem niezła. Gdyby nie to, że od herbaty malinowej wolę herbatę z sokiem malinowym, to pewnie gościłaby u mnie częściej.

            Sporą wadą tej herbaty jest opakowanie – nie znalazłam nigdzie małego, dwudziestosaszetkowego opakowania – jedyne jakie znalazłam miało dziewięćdziesiąt saszetek. Cena w przeliczeniu na sztukę jest dobra, ale wciąż żeby się napić tej herbaty to trzeba zainwestować jednorazowo trzydzieści, trzydzieści pięć złotych.
             
Podsumowując: raczej kupię ponownie.
Opakowanie: 7/10 – saszetki, ale przezroczyste, więc nie ma żadnych informacji
Cena: 6/10 – 29.99 zł, w pudełku jest 90 sztuk, czyli 33 gr za sztukę
Zapach: 8/10 – ładny, jeżynowy
Smak na ciepło: 9/10 – bardzo dobry
Smak na zimno: 8/10 – trochę mniej intensywny


Ocena ogólna: 8/10

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

[013] King's Crown: Himbeer-Vanille


(kliknij żeby powiększyć)



Dzień dobry!

            Okazało się, że jednak mam inne herbaty waniliowe – oprócz tej wczorajszej miałam jeszcze dzisiejszą (czarną) i została jeszcze jedna (znów czerwona). Zawiodłam się wczoraj na poziomce z wanilią, więc dzisiaj postanowiłam pozwolić wanilii od King’s Crown uratować honor, i zaparzyłam malinowo-waniliową.

            Zapach tej herbaty jest wręcz obłędny! Pachnie po zaparzeniu jak babka z malinami, którą piekłam w zeszłym roku tuż po jedynych zbiorach malin, w jakich uczestniczyłam. Herbata nie pachnie wanilią, nie pachnie malinami, ale pachnie ciastem z malinami. Zapach jest świetny!

            Honor chyba dało się uratować, bo smak też wyczułam, a jakby tego było mało – nie da się nie zauważyć, że jest bardzo dobry, mimo że bardzo kwaśny. Nie zmuszałam się jednak do picia czystej herbaty – bez skrupułów dosypałam pół łyżeczki cukru i został tylko lekko kwaskowy posmak, oprócz tego świetnego smaku malin. Wanilii prawie nie czuć – stanowczo przeważają maliny, ale nie takie czyste maliny, tylko z lekko słodką, ale bardziej aromatyczną niż smakową domieszką. Herbata jest naprawdę świetna, i zastanawiam się od czego to zależy, bo piłam trzy herbaty z tej serii – dwie były super, jedna nijaka. Aż nie mogę doczekać się czwartej… ;)

            Zauważyłam, że saszetki herbat z tej firmy są prawie takie same – różnią się tylko kolorami (czerwona ma brązowe saszetki, czarna czerwone, zielona zielone, a biała żółte – zupełnie nieintuicyjny dobór kolorów). To sprawia, że łatwo się pomylić, bo nie da się ich odróżnić na pierwszy rzut oka, a ponieważ nazwy smaków i kolorów są tylko po niemiecku, to na drugi rzut oka też nie da się odróżnić maliny od poziomki albo czerwonej herbaty od czarnej. Zazwyczaj nie da się też nawet od razu stwierdzić z jakim owocem ma się do czynienia, jeśli nie zna się niemieckiego. To spora wada tych herbat.

            Druga wada to brak informacji o temperaturze wody, którą trzeba zalać torebkę – znowu nic nie było napisane na ten temat. Dobrze chociaż, że jest narysowany czas parzenia – w tym przypadku waha się od pięciu do ośmiu minut (ja oczywiście trzymałam osiem). Zauważyłam też, że zazwyczaj herbaty, które mam mają wagę 1.5 albo 2 gramów – ta miała aż 3 gramy, czyli dwa razy więcej niż przeciętnie mają torebki. To ciekawe, bo cena za 25 sztuk jest taka sama jak w przypadku innych tej firmy.

            Ogólnie rzecz biorąc: polecam! Ale przy kupnie zwracajcie uwagę na rysunki na opakowaniach, bo jeśli tego nie zrobicie, to możecie wyjść ze sklepu nie z tą paczką, po którą przyszliście, bo kartoniki też są bardzo podobne – różnią się tylko rysunkami smaków :)

             
Podsumowując: na pewno kupię ponownie.
Opakowanie: 4/10 – papierowa saszetka i znowu tylko po niemiecku
Cena: 8/10 – 4.99, w pudełku jest 25 saszetek, czyli 20 gr za sztukę
Zapach: 10/10 – ładny, intensywny jak świeżo wyjęte z piekarnika ciasto z malinami
Smak na ciepło: 7/10 – mocno czuć kwaśne maliny, lekko czuć wanilię
Smak na zimno: 7/10 – bez zmian, herbata nadal jest bardzo dobra


Ocena ogólna: 8/10